Kolejne wieści zza muru…
Publicystyka - Krajowa
środa, 18 stycznia 2012 22:04
Nie chcę idealizować mojej degradacji z Z.K. półotwartego więc nie będę się na ten temat za bardzo rozpisywał. Ponad dwa lata temu jak wszystko nabrało dużego rozgłosu chciano abym podpisał taki papierek, że wszystkie moje publikacje to nieprawda, że to zrobiłem po złości i tak nie jest jak to opisuje. W zamian za sprzedanie się proponowali zakład półotwarty. Z oburzeniem odmówiłem. Minęło ponad dwa lata i w końcu postanowili wypchać mnie stąd sami. Trafiłem do Z.K. półotwartego w Łupkowie (Bieszczady). Jak sama nazwa mówi – półotwarty - cele, baraki pootwierane, stołówka i telefon codziennie. Trzy godziny widzeń w miesiącu. Zero cenzury listów, zamiast muru siatka, a za nią przechadzające się sarny i jelenie.

Po prostu jak nie więzienie. Przedszkole bez cel dźwiękoszczelnych, nawet izolatek. Jak tam przyjechałem byłem jedynym wegetarianinem na 250 osób. Byłem dumny, że dla mnie jednego kupili butlę gazową, patelnie, baniaczek. iż pomimo opisu kolegów, że na wege nie ma szans, dla mnie się ugięli. Wiedzieli o moim pisaniu, o publikacjach. Od początku byłem niewygodny, do tego wege. A w takich przypadkach, jak ktoś jest niewygodny, pozbyć się go to najprostsza sprawa. Okazywałem głośno moje niezadowolenie na warunki sanitarne, na lekarza, na stołówkę - gdzie okienko do wydawania posiłków, a raczej co za nim, wyglądało jak kibel. Pozwolili mi nawet na małą działeczkę gdzie zasadziłem sobie warzywa. I czekali na byle potknięcie.

Wiadomo mi, że byłem pod stałą obserwacją i inwigilacją, także ze strony innych więźniów. Tam jest tak, że wszyscy trzymają się rękami i nogami żeby walczyć o wolność, nikt się z niczym nie wychyla, bo się boją. Sprzedawanie kolegów to nic nowego w takich Z.K. No i doczekali się – ale, że zrobią to tak bezczelnie to zaskoczyło nawet mnie.

Pokłóciłem się z więźniem pod kratą, z którym przebywałem w celi. Funkcjonariusz Andrzej Lenard który wyskoczył z dyżurki niestety widział coś innego, że „szarpie więźnia”. Dostałem wniosek karny i drzwi na szybkie wyjście zostały mi zamknięte. Miałem 8 świadków, że nic nie było. Nieistotne! Funkcjonariusz wie co widział! Przetransportowano mnie do Z.K. Sanok gdzie miałem przebywać do wyjaśnienia oraz na decyzje do jakiego Z.K. mam jechać. Złożyłem do sądu zażalenie. Badali całą sprawę i jak wynikało z opinii, ten sam funkcjonariusz miesiąc później zeznał, że był świadkiem całego zajścia i widział jak „szarpie więźnia i uderzam go w twarz”. Mając takie kłamstwo i zbieżność w zeznaniu oraz niesłusznej degradacji i 8 świadków, że nic nie było, że funkcjonariusz kłamie, zakładam mu sprawę i pozew do prokuratury. Jadę złożyć zeznania. W sumie znając ten system nie oczekiwałem, że coś zdziałam. Ale walczyłem mając tak mocny dowód, że chociaż zajmą się tym. Zajęli się - całe dochodzenie trwało 12 dni roboczych. I umorzono, nikogo nawet nie przesłuchali, zdjęli tylko opinię z Łupkowa i na niej się oparli. Do tego napisali, że ten funkcjonariusz nic nie miał do mojej degradacji , że on nawet nie zeznawał w dochodzeniu wyjaśniającym. Zeznawał bo przyszło mi pismo z sądu. Stąd mam jego imię i nazwisko które ujawniłem. Tak to się mnie pozbyli , zabrali nadzieję na szybsze wyjście.

W Sanoku mi powiedzieli - a na co pan liczył panie Konowalik - „to cena walki”. Czekali na byle powód. Tak to wszystko wyglądało.

Przy okazji opiszę Sanok. Miałem już nie pisać i odpowiedź na komentarze miała być ostatnią publikacją, ale kilka rzeczy złożyło się na to, że zmieniłem zdanie. Namowa przyjaciół, to w jak w Sanoku traktowali moją kobietę i jak bardzo bali się aby nic na nich nie wyszło poza mury, skłoniło mnie do zmiany zdania.

Sanok jest Aresztem Śledczym, są jednak cele karne gdzie przebywa recydywa. Jest ich kilka gdzie siedzą kucharze oraz osoby które są po degradacjach i czekają na zakończenie dochodzeń oraz na skierowanie do odpowiednich Z.K. czyli najbliżej miejsc zamieszkania. Warunki karne tak mnie zdumiały, że myślałem że wróciłem się na śledczak. Samowola dyrektora przebija wszelkie prawa z regulaminu wewnętrznego jaki ma każdy Z.K. Pełna izolacja czyli spacery, łaźnia, świetlica sami bez kontaktu z innymi więźniami - tak zarządził dyrektor. Z zarządzenia dyrektora są cztery apele dziennie, codzienne przeszukania celi im wcześniej tym lepiej, a raczej nie przeszukania a rozwalania i bezcelowe osuwania łóżek od ścian. Pomimo tego, że w regulaminie wewnętrznym pisze, że można posiadać sprzęt typu, radia, dvd, gry nikt ich w więzieniu nie ma - tylko TV. Za dobrze byśmy mieli. Można mieć tylko TV i koniec - dyrektor wie lepiej. Dres spodnie można mieć za  zgodą dyrektora, szklanki do picia mieć nie można. Kubek zniszczony i czarny więzienny wystarczy! Aby zrobić sobie kawy albo herbaty do picia trzeba patrzeć na budzik, na który też trzeba zgodę, aby przed 8.00 robić, bo z zarządzenia dyrektora w ramach oszczędności prądu wyłączany jest od 8.00 do 14.00. Pobudka też jest ustalona przez dyrektora. Pan nasz wymyślił, że będziemy (całe więzienie) wstawać o 5.00, a iść spać o 21.30. Tak aby nikt krzyku nie podniósł o łamanie praw. Jest 8 godzin snu? Jest! Świetlice niby mieliśmy mieć 2 x w tygodniu: poniedziałek i czwartek. O świetlicy decydował już funkcjonariusz bo jak stwierdził: „panowie nie mam czasu”, to już było po świetlicy. I żaden grafik, że mamy, nie pomagał. Wszechobecne było rozbieranie więźniów do naga, nie tylko jak się szło na widzenia. Nieraz przeszukania były tak nadgorliwe, że aż prowokowały agresję. Brakowało tylko żeby miedzy pośladki patrzyli i kazali rozchylać. Jak ja się pojawiłem to chłopaki z celi, którzy szli na kuchnie do pracy nadgorliwie i upokarzająco przeszukiwani  - bali się żeby nic na nich za mury nie trafiło. Więc zdają sobie sprawę, że nie jest tak jak powinno.

Moja kobieta też przez to przechodziła, nadgorliwe szukania, pytania czy nic nie wynosi i dogadywania. Po kilku widzeniach kobieta bała się ich już. Powiedziała mi, że w tym Sanoku to masakra, czuje się jakby była przestępcą. Jedź już do tego Rzeszowa, tam jest lepiej. Doszło do tego, że wypytywali kolegów czy nic nie kombinuje. Baliście się tak bardzo to macie!  

Lekarz był ten sam co leczył w Łupkowie. Jakiś objazdowy - jak wesołe miasteczko. Wszystko leczył pastylkami dla dzieci, ale chwalę jedną pielęgniarkę, pomagała więźniom jak mogła. Lekarz ten który leczył w Z.K. Łupków, Sanok i na pewno Moszczaniec jak wynika z pieczątki, którą przybił znajomemu na jakimś papierku, specjalizacje ma jako ginekolog na wolności. Ponoć mieli chuja już wyjebać tylko nikt się nie znalazł na jego miejsce! Funkcjonariusze tak bardzo się zachowywali, jakby to było ich więzienie, że szok. Oczywiście było kilku normalnych, ale w sumie odczuwałem cały czas wrogość do mnie. Cały czas przewijało się jedno: „on pisze do Internetu:.

Jest jedna osoba, która mi tam sprzyjała i pomagała, ale ją pominę z takich przyczyn, że pomógł niejednemu więźniowi i w sumie nigdy nikomu nie zaszkodził.
Jeszcze jedna rzecz, która jest zależna od dyrektora. Każdy więzień raz na trzy miesiące może dostać paczkę z domu. Dyrektor wykluczył artykuły, których nie może być w paczce, bo nie zostanie przyjęta. Według własnego uznania stworzył zakaz - oto on:
W paczkach żywnościowych mogą być przysyłane wyłącznie art. spożywcze za wyjątkiem:

- produktów w postaci płynnej
- art. żywnościowych w puszkach, opakowaniach szklanych
- art. żywnościowych, które wymagają obróbki termicznej: mąka, kasza, makaron, ryż (oszczędność prądu)
- herbaty ekspresowej w torebkach, keczupu, musztardy, majonezu, sosów, ziół, przypraw,
- nabiału np: jajka, mleko, ser żółty, biały, serek homogenizowany, jogurt, kefir, śmietana, maślanka
- grzybów, w każdej postaci drożdży
- wyrobów typu  - sałatki, marynaty, przeciery, galaretki
- surowego mięsa
- odżywek i preparatów witaminowych w formie sypkiej, pastylek, tabletek itp.
- słodzików
- owoców w tym również suszonych np: rodzynki, morele, śliwki itp.
- tłuszczy pochodzenia roślinnego i zwierzęcego np: masło, smalec, olej itp
- gum do żucia
- wyrobów i wypieków domowych typu  placki, ciasta, pieczywa oraz przetwory mięsne!

Siedziałem w wielu Z.K. i zazwyczaj nie można mieć rzeczy, które uniemożliwiają sprawdzenie, ale w tym Sanoku nic kurwa nie można mieć! Dyrektor lepiej wie co można, a czego nie. To by było na tyle co chciałem napisać!

W poprzednim moim liście w podziękowaniach wdały się błędy - naprawiam je.
Podziękowania dla ludzi którzy są, pamiętają, wspierają i dają siłę, dzięki za widzenia: Darek i Janusz.
Podziękowania
Janusz Krawczyk - Mielec
Darek Chorzępa - Nowa Sarzyna
Moli - Poznań
Krzysztof Wantoch Rekowski - Poznań
Jacek Ciągło - Nowa Sarzyna
Mateusz Smorczewski - Białystok
Paweł Marchalik - Jaworzno
Rafał Zieleniewski  - Warszawa
Maciej Fujawa  -  Sandomierz
Aliona  -  Moskwa
Klaudia  -  Radom
oraz dla wszystkich, którzy kiedykolwiek napisali, a kontakty się urwały

Dla wszystkich zaangażowanych dzięki którym to wychodzi i jest publikowane.

Na wiosnę przy pomocy przyjaciół i dobrych wiatrów wydam broszurę na temat więzienia widzianego od środka z mojego punktu widzenia i wszelkiego kurestwa systemu więziennego. Jak będzie jakikolwiek dochód z tego chcę przeznaczyć go na kwartalnik INNY ŚWIAT, który boryka się z dużymi problemami finansowymi
ARTEK

P.S. A skurwysynom w mundurach mogę powiedzieć -  jak chcecie wpływać na mnie, dokuczać mi, to róbcie to szybko i karajcie jak możecie bo ten łańcuch za 18 miesięcy pęka i wyjdę z dumą, że nie daliście mi rady i że wsypałem wam piachu w tę maszynę systemu.

P.S.2. Do Artura można pisac na adres: Artur Konowalik, ul. Załęska 76, 35-322 Rzeszów