Nie przestrzegający praw Łukaszenki
Informacje - Zagraniczne
poniedziałek, 12 marca 2012 17:45
Trójka białoruskich anarchistów - Igora Oliniewicza, Mikołaja Dziedoka i Aleksandra Franckiewicza, to prawdziwi zbrodniarze, zbrodniarze, którzy mieli czelność dopuścić się zbrodni okropnej i podłej. Cała ta trójka chuliganów i bandytów, ta paskudna swołocz, miała czelność nie przestrzegać prawa… prawa Alaksandr Ryhorawicza Łukaszenki.

Właśnie tak powinien rozpoczynać się ten tekst, jeśli chciałbym by miał szanse zaistnieć w oficjalnej propagandzie białoruskiego reżimu. Reżimu, który z perspektywy odbiorcy w Polsce, który zna sytuacje na Białorusi jedynie przez pryzmat rodzimej neoliberalnej propagandy, wydaje się raczej śmieszny i anachroniczny niż straszny. Nawet jeśli „wybitni” polscy dziennikarze, informują o represjach, pobiciach, aresztowaniach, to te dotyczą zawsze znanych opozycjonistów, o których natychmiast upomina się cały zachodni, nowoczesny i demokratyczny świat. Oczywiście tego typu doniesieniom, często towarzyszy pesymizm związany z brakiem realnych możliwości nacisku na Łukaszenkę, jednak przecież demokratyczny świat cały czas się stara i cały czas pamięta o gnębionych opozycjonistach… tylko, że nie wszystkich.

Oliniewicz, Dziedok i Franckiewicz, zdecydowanie należą do swoistego zapomnianego i pomijanego zbioru z napisem „Białoruscy opozycjoniści”. Jest to zbiór tych przeciwników Łukaszenki, który nie startuje w kolejnych sfałszowanych wyborach, ani nie stara się o kolejne granty z zachodnich NGOsów na projekty „demokratyzacji Białorusi”. Zamiast tego cała trójka jeszcze do niedawna starała się współtworzyć niezależny ruch wolnościowy. W warunkach stworzonych przez reżim jest to zadanie wyjątkowo trudne. Skłócona opozycja, coraz gorsza sytuacja ekonomiczna kraju, represje i ciągłe zastraszanie, brak perspektyw na jakąkolwiek zmianę sytuacji. Jak w takich warunkach prowadzić działalność społeczno-polityczną? Każda próba spokojnego, pokojowego protestu to pewna perspektywa aresztu, grzywny, wyrzucenia ze studiów czy pracy. W takiej sytuacji łatwiej o apatię i rezygnację, niż heroiczne decyzje o organizację kolejnej pikiety. Pomimo tego anarchiści starają się organizować i uczestniczyć w tych coraz mniej licznych protestach, jednocześnie często sięgają po metody akcji bezpośredniej. Symboliczne ataki na posterunki milicji czy inne urzędy państwowe, to także jeden ze sposobów na przebicie się przez mur oficjalnej propagandy reżimu, która pokojowe demonstracje nawet o dużej skali, zbywa milczeniem. Znacznie trudniej zbyć milczeniem wybite okno na komendzie przez które nieznani sprawcy wrzucają świecę dymną, czy butelkę z benzyną roztrzaskaną o fasadę ambasady.

W nocy 31 sierpnia 2010 roku ambasadę Federacji Rosyjskiej w Mińsku, obrzucano butelkami z benzyną. W wyniku tego symbolicznego ataku nikt nie został ranny, lekkiemu uszkodzeniu uległa fasada budynku i samochód należący do pracownika ambasady. Atak wywołał małą wojnę dyplomatyczną między politykami w Mińsku i Moskwie, wymianę „uprzejmości”, wzajemne oskarżanie się o prowokacje. Nawet białoruska telewizja nie mogła przemilczeć tego wydarzenia, tym bardziej, gdy do ataku przyznała się nikomu wcześniej nieznana grupa „Przyjaciele Wolności”. Wydarzenie stało się pretekstem do kolejnej rozprawy z anarchistami na Białorusi. Reżim rozpoczął od aresztowań, pod byle pretekstem, znanych sobie aktywistów. Sprawdzona taktyka zatrzymań, połączona z groźbami, zastraszaniem i namowami na współpracę z KGB. Niestety i tym razem okazała się skuteczna.

Po pewnym czasie jeden z anarchistów, któremu udało się uciec z kraju, ujawnił w filmie dostępnym w internecie (jedyne medium, które potrafi przełamać blokadę informacyjną) jakimi metodami służby specjalne starały nakłonić go do współpracy. Podczas „niezobowiązującej rozmowy” starano się go groźbami namówić do udziału w propagandowym programie telewizyjnym – jego celem miało być wywołanie społecznej histerii, nastraszenie społeczeństwa wyssaną z palca wizją anarchistów-terrorystów, dybiących na spokojnych obywateli. Nawet jednak Łukaszenkowska propaganda nie jest wstanie udowodnić, że nocne ataki na puste budynki milicji, czy KGB - których efektem są tylko nieznaczne straty materialne - to coś czym przeciętny mieszkaniec Mińska powinien się przejmować, bardziej niż jak najbardziej realnymi represjami funkcjonariuszy państwowych. W trakcie rozmowy, agenci służb specjalnych starali się też namówić aktywistę do nawiązania kontaktu z anarchistą Igorem Oliniewiczem. KGB podejrzewało, że w związku z obawą aresztowania Oliniewicz uciekł z kraju i potrzebowała kogoś, kto wywabi go z ukrycia. Brak współpracy w pojmaniu Oliniewicza, miał skutkować aresztowaniem i procesem pod byle pretekstem. Aktywiście udało się zmylić białoruskie KGB i uciec z kraju, niestety służby działały dalej. Najprawdopodobniej pozyskując do współpracy innego znajomego Oliniewicza,  wywabiono go z ukrycia pod pretekstem ważnego spotkania. Igor został zatrzymany i porwany przez agentów KGB w Moskwie. Nie bacząc na procedury ekstradycyjne, łamiąc umowy międzynarodowe, działając bezprawnie na terenie obcego państwa, agenci uprowadzili go w biały dzień prosto z ulicy, gdy czekał na umówione spotkanie ze znajomym. Taki sposób działania pokazuje wyraźnie jak pod dużą presją były służby specjalne, aby szybko i sprawnie „uporać się z anarchistami”. Presja ta staje się zrozumiała gdy weźmiemy pod uwagę, że w 2010 roku trwała kolejna kampania przed wyborami prezydenckimi. Nawet dla pewnego kolejnego wyborczego zwycięstwa Łukaszenki sukces w utrzymywaniu „porządku i bezpieczeństwa w kraju” był ważnym czynnikiem przed wyborami, kolejnym dowodem, że tylko on - silny przywódca - a nie niemrawa opozycja, potrafi łapać i karać „bandytów”.

Następne aresztowania anarchistów były już tylko kwestią czasu. Zostają zatrzymani Mikołaja Dziedok i Aleksander Frankiewicz, prokuratura zaczyna mnożyć listę zarzutów. Cała trójka zostaje oskarżona o zorganizowanie „przemarszu militarnego” – tak określono antymilitarystyczną demonstracje w reżimowym żargonie. Pojawiły się też zarzuty związane z innymi akcjami anarchistów: podpaleniem „Białorusbanku" – co sprowadzało się do podpalenia drzwi wejściowy6ch bez ryzyka rozprzestrzenienia się pożaru; atakiem na siedzibę Federacji Związków Zawodowych, czy sabotażem komputerowym. Działania prokuratury nie ograniczyły się jednak do mnożenia zarzutów, robiono też wszystko by zastraszać świadków i utrudnić obronę oskarżonych. Cel aparatu represji został osiągnięty, inni zatrzymani anarchiści - Maksim Wetlin i Eugeniusz Siliwonczyk - dali się złamać przyznając się do winny i podejmując współpracę z prokuraturą.

Ostatecznie w maju 27 maja 2011 roku Igor Oliniewicz został skazany na 8 lat więzienia o zaostrzonym rygorze, Mikołaja Dziedok na 4,5 roku więzienia o zaostrzonym rygorze, a Aleksander Frankiewicz na 3 lata więzienia o zaostrzonym rygorze. Kiedy przed odczytaniem wyroku oskarżeni dostali możliwość powiedzenia ostatnich słów w swojej obronie Mikołaj Dziedok powiedział: „Moja niewinność została udowodniona poprzez materiały sprawy. Chcę podziękować swoim bliskim i towarzyszom, bez których wsparcia byłoby mi o wiele trudniej Organom skazującym chcę powiedzieć tylko, że wszystkim usta nie zamkniecie”. Wystąpienie Frankiewicza zostało przez sąd przerwane, a Oliniewiczowi nie pozwolono nawet dojść do głosu. Łukaszenkowskie sądy nigdy nie dawały realnego prawa do sprawiedliwego procesu, anarchistą którzy doskonale zdawali sobie sprawę, że są skazani jeszcze przed procesem, odebrano nawet prawo do powiedzenia kilku zdań prawdy o reżimie.

Po tym jak zapadły wyroki skazujące cała trója został uznana  przez Centrum Obrony Praw Człowieka "Wiosna" i Białoruski Helsiński Komitet za więźniów sumienia. Dla władz białoruskich taki tytuł przyznany przez organizacje broniące praw człowieka nie jest jednak pretekstem do zakończenia represji. Mikołaj Dziedok trafił w więzieniu do karceru, za to, że nie zgodził się napisać prośby o ułaskawienie do „szanownego” prezydenta Łukaszenki. Wobec Oliniewicza KGB podejmowało kilkakrotne próby werbunku, proponowano mu nawet wyjazd zagranicę by infiltrował opozycjonistów na uchodźctwie. Igor odmówił za co spotkała go kara w postaci uniemożliwienia kontaktów z rodziną (odebranie prawa do wizyt i telefonów) – to dzięki wizytą matki informacje o próbach werbunku wydostały się za mur. Wszyscy trzej solidarnie odmawiają pisania próśb o ułaskawienie, głównym powodem jest to, że nigdy nie przyznali się do czynów o które ich oskarżono i nie uznają swoich działań w ruchu anarchistycznym za przestępstwo przeciwko społeczeństwu.
W tej sytuacji potrzebna jest, więc oddolna pomoc i wsparcie dla więźniów. Nie można oczekiwać, że upomną się o nich dziennikarze „Gazety Wyborczej” czy któryś ze „znanych i cenionych” polityków zatroskanych o „łamanie praw człowieka na Białorusi”. Potrzebny jest nacisk każdego z nas, bez oglądania się na innych. Nie pozwólmy by trójka więźniów była jedynie anonimowymi numerami zamkniętymi w więzieniach Łukaszenki.

Łukasz Weber

Co możesz zrobić?


- przekaż tą informacje dalej, zainteresuj losem więźniów swoich przyjaciół postaraj się w miarę swoich możliwości nagłośnić ich sytuację

- wyślij pocztówkę lub list do więźniów. Taki gest to realne wsparcie dla uwięzionych sygnał dla nich, że ktoś za kratami o nich pamięta. Taka pocztówka lub list to też sygnał dla władz więziennych, klawiszy, a także współwięźniów, że dany więzień, do którego przychodzi tak duża korespondencja, może liczyć na wsparcie za murami. Jest to szczególnie ważne, gdyż wobec anarchistów mimo odbywanych wyroków cały czas trwają represje. Władze więzienne starają się złamać solidarność skazanych i nakłonić do składania obciążających zeznań, co pozwoliłoby prokuraturze rozpocząć nowe śledztwa i wmanewrować anarchistów w cięższe przestępstwa. Jak dotąd wszelkie te działania odbijają się od muru solidarności skazanych?

- wysyłając list możesz pisać w języku białoruskim, rosyjskim lub po angielsku, jednak na kartce pocztowej możesz również skreślić kilka zdań po polsku! Bo tak naprawdę najważniejszy jest sam impuls, sygnał dla więźnia, że ktoś jeszcze prócz przyjaciółmi i rodzinom na Białorusi interesuje się jego losem. Kilka zdań pocieszenia to dla ciebie przecież niewielki wysiłek, a dla Igora, Mikołaja i Aleksandra to będzie realne wsparcie, którego naprawdę potrzebują.

- napisz list protestacyjny do Ambasadora Białorusi w Polsce. Opisz swoje niezadowolenie z sytuacji, jaka panuje na Białorusi, wspomnij o sytuacji więźniów, o tym, że skazano ich na podstawie wymuszonych zeznań, domagaj się dla nich ponownego procesu, zwolnienia z więzienia i odpowiadania z wolnej stopy.

Ambasador Nadzwyczajny i Pełnomocny Republiki Białoruś w Rzeczypospolitej Polskiej
Ul. Wiertnicza 58, 02-952 Warszawa, Polska

Adresy więźniów:
Igor Oliniewicz
Olinevich Igor Vladimirovich
IK-10, 211440, Vitebskaya obl.,
Novopolotsk, ul. Tekhnicheskaya 8, otr. 12
BELARUS
Аляневіч Ігар Уладзіміравіч
ИУ „ИК-10”, 211445, Віцебская вобл.
Наваполацк, атрад 12, брыгада 120, Belarus
Nikołaj Diedok
Dedok Nikolai Aleksandrovich
Tyurma № 4, 212011
ul. Krupskoj 99A, Mogilev
BELARUS
Дзядок Мікалай
Аляксандравіч
ИК-15, 213105, г. Магілёў,
п/о Вейна
Славгарадская шаша, 5 км. aтрад № 4, Belarus
Aleksander Frankiewicz wyszedł już na wolność (więcej na ten temat tu i tu).