Poznański anarchista uniewinniony
Informacje - Krajowe
czwartek, 22 listopada 2012 00:00

21 listopada w Poznaniu zakończył się proces anarchisty oskarżonego o przewodzenie nie zgłoszonej pikiecie lokatorów z ulicy Piaskowej. Sąd uniewinnił oskarżonego. W uzasadnieniu sędzia, Mateusz Bartoszek, podkreślił, że jedynym dowodem przemawiającym na niekorzyść oskarżonego były zeznania byłego już policjanta. Na nieszczęście dla policji występującej w procesie jako oskarżyciel publiczny [sic!] zeznania jednego policjanta nie wystarczyły do wrobienia anarchisty w tak haniebny czyn, jak przewodzenie zgromadzeniu.

Proces udowodnił, po raz kolejny, że samo występowanie policji w roli oskarżyciela publicznego nie daje policji jakiegokolwiek mandatu do reprezentowania społeczeństwa - celem ochrony dobra publicznego. Jakie bowiem szkody społeczne przyniosła pikieta lokatorów - systematycznie zastraszanych przez nowego administratora kamienicy Piotra Śrubę – w której lokatorzy domagali się interwencji i pomocy od miejskich decydentów? W toku procesu sami zeznający policjanci podkreślali, że protest lokatorów nie zakłócił ruchu drogowego w mieście, przebiegał spokojnie, a jedynym jego skutkiem była konieczność wyjazdu przebywającego wówczas w Urzędzie Miasta Prezydenta RP, „drogą zapasową”. Policjanci zeznając oczywiście nie dodali, że dopiero nagłośnienie przez lokatorów ich problemów doprowadziło do zainteresowania się ich losem ze strony decydentów.

Najwyraźniej konieczność negocjacji z BORem co do drogi wyjazdu Bronisław Komorowskiego z urzędu stała się dla poznańskich policjantów doświadczeniem na tyle traumatycznym, że postanowili kogoś za to nieprzyjemne doznanie ukarać.

Padło na jednego z anarchistów uczestniczących w pikiecie.

Wypełnienie wniosku o ukaranie przychodzi policjantom łatwo, gorzej jest już ze stawianiem się na rozprawach. Z czterech rozpraw, które się odbyły w tej sprawie oskarżyciel publiczny zjawił się na ostatniej, na której wniósł o ukaranie oskarżanego mandatem w wysokości 250 zł. Zastanawiające jest czy dokonano racjonalnej oceny, jakie będzie koszt przeprowadzenia łącznie z ogłoszeniem wyroku pięciu posiedzeń sądu (dwa posiedzenia odroczone, ze względu na niestawiennictwo świadka oskarżenia). Oskarżony musiał ponosić koszty kolejnych rozpraw, związane z dojazdem i nieobecnością w pracy. Oczywiście koszta przegranego procesu nie uderzą w kieszenie bezmyślnych policjantów, a zostaną pokryte z pieniędzy nas wszystkich – czyli pokryte przez skarb państwa. Oskarżony najpewniej podniesie te koszty wnosząc wniosek o odszkodowanie za bezzasadne oskarżenie.

Wątpliwe by przegrana sprawa nauczyła czegokolwiek „publicznych oskarżycieli”  czy funkcjonariuszy policji. Już w grudniu rozpoczyna się kolejny proces anarchistów. Tym razem policja stara się obwinić dwie osoby o przewodzeni pikiecie w trakcie eksmisji rodziny państwa Jencz. Policjanci starają się więc dość desperacko w końcu skazać jakiegokolwiek anarchistę czy anarchistkę. Czy tym razem „oskarżyciel publiczny” odniesie sukces w myśl zasady: „dajcie mi człowieka, a znajdzie się paragraf”? Najbliższa rozprawa anarchistów już 21 grudnia.