Więcej uprawnień dla policji, czyli nowe pomysły komendanta głównego
Publicystyka - Krajowa
poniedziałek, 02 grudnia 2013 14:01
Dzisiejsza „Gazeta Wyborcza” opublikowała rozmowę z komendantem głównym policji, Markiem Działoszyńskim. Liberalne media od blisko miesiąca naciskają na wyciągnięcie konsekwencji w stosunku do policjantów spokojnie i przyzwalająco „ochraniających” nacjonalistycznych bojówkarzy w dniu 11 listopada, kiedy to część uczestników tzw. Marszu Niepodległości zaatakowała dwa warszawskie skłoty (pisaliśmy o tym tu). Jak nietrudno się domyśleć, przyparty przez dziennikarzy i opinię publiczną do muru szef policji broni swych podwładnych, podkreślając dyskretną obecność funkcjonariuszy, chwaląc najnowszy sprzęt i ogólne podejście do „manifestantów”, a także kreśląc wizje nowych uprawnień dla resortu siłowego. Warto przyjrzeć się bliżej tej rozmowie, gdyż nakreśla ona najnowsze policyjne strategie i postulaty, mające zwiększyć „efektywność” działania tych służb.

Komendant główny ocenia pracę policjantów dobrze, promując przy okazji „nową strategię działania nastawioną na współpracę z organizatorem” (pisaliśmy o tym tu ). Działoszyński nazwał tę taktykę „zarządzaniem tłumem”, próbując przekonać obywateli, że policja działa „dla ich dobra” i „w porozumieniu z nimi”. Dyskretna i utajona obecność funkcjonariuszy, podpatrzona w innych krajach, to wstęp do potencjalnych dalszych represji, o czym jednak rozmówca „Gazety” nie wspomina. Największym plusem „nieepatowania siłą”, zdaniem Działoszyńskiego, jest to, że udaje się uniknąć sytuacji, w której zjednoczony tłum zwróciłby się przeciwko policji.

Komendant główny rozbrajająco szczerze popiera zakaz maskowania twarzy podczas demonstracji: „ Jestem zwolennikiem prezydenckiego pomysłu, który pozwoliłby nam na lepszą identyfikację tych, którzy łamią prawo, i jednocześnie dałby nam możliwość podejmowania działań już wtedy, kiedy na samym początku manifestacji ktoś zakrywa twarz, by potem anonimowo rzucać kamieniem, podpalać, niszczyć.”. To jednak, zdaniem Działyńskiego, za mało. Potrzebna jest możliwość zastosowania procedury „prewencyjnego zatrzymania”, która „znakomicie sprawdza się w krajach w pełni demokratycznych”. Jak wyglądałoby to w praktyce? „Chodzi o osoby, co do których istnieje podejrzenie, że będą chciały zakłócić manifestację. Np. mają ochraniacze na zęby, kominiarki, race, pałki itd. Dziś legitymujemy osoby, które mają takie akcesoria, ale w obecnym stanie prawnym jest to odbierane jako szykany. Prawo do prewencyjnych zatrzymań mają np. policja belgijska czy niemiecka. Z tych dobrych doświadczeń warto korzystać.” - podkreśla komendant główny.

Podczas całej rozmowy wyciszane są lub wybielane „incydentalne” przypadki nadużywania uprawnień przez policję, zwłaszcza przy użyciu środków przymusu bezpośredniego. Takie „pomówienia” wynikają, zdaniem Działoszyńskiego, ze zbyt słabo rozbudowanego systemu monitoringu oraz braku odpowiednich regulacji prawnych, umożliwiających samym funkcjonariuszom filmowanie interwencji, Jak nietrudno się domyśleć, zdobyte w ten sposób materiały operacyjne używane byłyby do kryminalizacji obywateli i ich społecznej aktywności.


Źródło: http://m.wyborcza.pl/wyborcza/1,105226,15057073,Szef_policji_o_11_listopada__Dzialalismy_zdecydowanie_.html