Poznań: Policjanci, którzy pobili nastolatka, nadal bezkarni
Informacje - Krajowe
sobota, 14 grudnia 2013 00:00

Sędzia podejrzewał, że policjanci podrzucili narkotyki, by zwiększyć wykrywalność. Prokuratura to zignorowała.

Policyjni wywiadowcy zatrzymali rok temu 17-letniego Borysa Simińskiego i jego kolegów. Chłopak trafił do komisariatu ze złamaną nogą, śladami pobicia i przypalania papierosami. Policjanci twierdzili, że zatrzymani mieli narkotyki, a na dowód pokazali woreczek z marihuaną. Nastolatkom nikt takich zarzutów jednak nie postawił, a na woreczku nie było odcisków palców.

Prokuratura sprawdzała potem, czy policjanci pobili nastolatków. Nie dopatrzyła się przemocy. Ale sędzia Robert Kubicki, badając zażalenie ojca Borysa, doszedł do wniosku, że narkotyki mogli podrzucić nastolatkom policjanci, by zwiększyć wykrywalność i dostać premię. Zanim chłopaków zatrzymano, jeden z policyjnych tajniaków zagadywał ich o narkotyki. Potem próbował uciec z komisariatu, by nie wydało się, że jest tajniakiem. Jedna z policjantek zeznała, że "miała wrażenie przeprowadzenia prowokacji" ze strony swoich kolegów. Prokurator uznał jej zeznania za wiarygodne, ale sprawy prowokacji nie zbadał.

Sędzia Kubicki zarzucił prokuraturze brak logiki i tendencyjność. Nakazał też wznowienie śledztwa, o czym pisaliśmy w "Gazecie".

Prokuratura teraz znów śledztwo umorzyła, nie dopatrując się w zachowaniu policjantów przestępstwa. "Wskazane przez sąd niejasności dotyczące okoliczności powzięcia przez policjantów informacji o planowanej transakcji nie spowodowały konieczności przeprowadzenia konfrontacji pomiędzy nimi" - pisze w uzasadnieniu prokurator. Nie odnosi się jednak do zeznań policjantki.

Prokuratora nie dziwi też, że policjanci zmieniali sprzeczne ze sobą zeznania. Część twierdziła, że chłopcy przyłapani z narkotykami próbowali uciekać. Inny nie wspominał o ucieczce, dopiero "podczas kolejnego przesłuchania zeznał o tym fakcie".

A co z podejrzeniami sędziego, że mogło dojść do prowokacji? Prokurator to ignoruje. - Widocznie nie widział potrzeby powtarzania argumentacji, która się sądowi nie podobała - odpowiada Maria Wierzejewska-Raczyńska, szefowa prokuratury w Pile, która prowadziła śledztwo.

Prokuratura ponownie uznała też, że zatrzymany nastolatek mógł sam sobie złamać nogę. Sprawę miał też zbadać policyjny wydział kontroli policji. Ale nie zbadał. Andrzej Borowiak, rzecznik poznańskiej policji, stwierdził: - Bo badała to prokuratura.

Policjanci dostali nagany jedynie za to, że opuścili swój rewir bez zgody oficera dyżurnego.



Źródło:http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,15134811,Sledczy_nie_wyjasnili__czy_tajniacy_wrobili_nastolatkow.html#LokPozTxt