Polska: deportowany Wietnamczyk zagrożony śmiercią
Informacje - Krajowe
piątek, 30 maja 2014 11:35

27-letni Truong, od prawie roku osadzony w strzeżonym ośrodku dla cudzoziemców w Białymstoku, próbował sobie wbić w brzuch kawałek metalu. Chciał powstrzymać swoją deportację. Bezskutecznie. W piątek wieczorem straż graniczna wsadziła go do samolotu. Stowarzyszenie Wolnego Słowa jest przekonane, że Wietnamczyka deportowano niezgodnie z prawem.


Do samookaleczenia młodego obywatela Wietnamu doszło w piątek rano, gdy do Białegostoku przyjechali konwojenci z Komendy Głównej Straży Granicznej, by zawieźć go na lotnisko. Obrażenia okazały się powierzchowne, w trakcie ich badania mężczyznę dodatkowo potraktowano paralizatorem. Jak utrzymują pogranicznicy - bo zaatakował badającą go lekarkę.
- Temu chłopakowi w Wietnamie grozi śmierć. Ściga go tamtejsza mafia, która ściśle współpracująca ze Służbą Bezpieczeństwa - uważa Ton Van Anh, mieszkająca w Polsce od 20 lat działaczka Stowarzyszenia Wolnego Słowa.

 Była pełnomocnikiem Truonga, gdy ten ubiegał się o status uchodźcy. Bezskutecznie zresztą, prawa do pozostania nad Wisłą odmówił mu Urząd do spraw Cudzoziemców, decyzję 8 maja tego roku podtrzymała Rada ds. Uchodźców.

Wietnamczyka zatrzymano dziesięć miesięcy temu, w Puszczy Białowieskiej, po tym jak przekroczył zieloną granicę z Białorusią. Od tamtej pory przebywał za kratami, w strzeżonym ośrodku w Białymstoku.


- Kilka lat temu w Wietnamie wcielono go do wojska, trafił do oddziałów saperskich, został przeszkolony w używaniu materiałów wybuchowych. Po zakończeniu służby został, ze względu na swoje umiejętności, zmuszony do pracy w jednej z licznych w środkowym Wietnamie nielegalnych kopalni złota, kontrolowanych przez mafię. Ci ludzie pracują bez wynagrodzenia, głodując. W kopali Truonga wybuchł bunt, wysadzono magazyn dynamitu, niewolnicy zbiegli. On też, ale go złapano - relacjonuje Ton Van Anh.

Ofiara polskiej współpracy z wietnamską bezpieką

Podkreśla, że jej podopieczny nie miał z organizacją buntu nic wspólnego, został jednak, po torturach, oskarżony o jego wywołanie. Udało mu się zbiec oprawcom, a później z kraju do Moskwy. Tam ktoś go napadł i próbował zabić, najprawdopodobniej właściciele kopalni. Wtedy zdecydował, że spróbuje się przedostać do Polski.

- To wszystko zawarliśmy we wniosku o nadanie Truongowi statusu uchodźcy. Odmawiając nam, Urząd do spraw Cudzoziemców stwierdził, że Wietnam jest praworządnym krajem i jeśli ma tam problemy z mafią, powinien zwrócić się do lokalnego wymiaru sprawiedliwości i organów ścigania. A przecież to niemal dokładnie to samo - podsumowuje Ton Van Anh.

Zdaniem Roberta Krzysztonia ze Stowarzyszenia Wolnego Słowa Polska, wydalając Wietnamczyka, łamie swoje własne prawo, tak jak wcześniej, dopuszczając kilka tygodni temu do tego, by w ośrodku przesłuchiwała go wietnamska bezpieka, łamała konwencję genewską.

- Gdybyśmy go nie mogli deportować, tobyśmy go nie deportowali. Nie ma takiej możliwości, żeby Straż Graniczna łamała prawo. Więcej, skoro jest prawomocna decyzja o wydaleniu poza Polskę, to dopiero nie wykonując jej, naruszylibyśmy przepisy - ripostuje Agnieszka Golias, rzeczniczka prasowa Komendy Głównej Straży Granicznej.

Joanna Rokicka z biura prasowego tej służby wyjaśnia, że procedura w takich wypadkach jest następująca:

- Decyzję o wydaleniu obcokrajowca, który nielegalnie przekroczył granicę, wydaje wojewoda. Jej wykonanie zostaje zawieszone, jeśli obcokrajowiec złoży wniosek o nadanie mu statusu uchodźcy bądź inną formę ochrony prawnej na terytorium RP. Jeśli ten wniosek zostanie odrzucony w dwóch instancjach i się uprawomocni, decyzja o wydaleniu zostaje odwieszona i wykonana.

Jeśli trzeba będzie, pójdziemy do Sejmu

- Owszem, tak było do maja, ale w maju zmieniły się przepisy. Teraz obcokrajowiec może odwołać się jeszcze do sądu administracyjnego. Ma na to miesiąc. I ten miesiąc w przypadku Truonga mija dopiero ósmego czerwca. Wydalanie go dzisiaj jest więc nielegalne - uważa Robert Krzysztoń.

Ton Van Anh usiłowała się wczoraj spotkać z deportowanym na Okęciu. Straż Graniczna uznała, że mężczyzna, jako że zaatakował lekarkę, jest niebezpieczny. Umożliwiono jej więc tylko kontakt telefoniczny. A potem mężczyznę wsadzono do samolotu i wysłano do ojczyzny.

- To podwójnie nielegalne. On miał prawo złożyć kolejny wniosek o status uchodźcy. Owszem, gdyby nie zaistniały nowe okoliczności, to nie wstrzymywałoby wydalenia. Ale tu zaistniały. Został kilka tygodni temu przesłuchany przez wietnamską bezpiekę, z którą od lat, łamiąc konwencje międzynarodowe zabraniające kontaktu uchodźców z przedstawicielami państwa, z którego zbiegli, współpracuje nasze MSW. To znaczy, że znajduje się w polu jej zainteresowania. Urząd do spraw Cudzoziemców powinien to wziąć pod uwagę - mówi Krzysztoń.

Jego zdaniem zwykle ci, których w Polsce przesłuchiwały wietnamskie służby, są wydalani w ekspresowym tempie, by zatrzeć ślady po tej haniebnej współpracy.

- Z Wietnamu się przecież nie poskarżą, nie odwołają. Tym razem jednak mamy to wszystko czarno na białym. I chociaż droga sądowa, ze względu na nieobecność Truonga, jest zamknięta, nie zostawimy tak tego. Pójdziemy z tym do Sejmu - zapowiada działacz Stowarzyszenia Wolnego Słowa.


Źródło: http://wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,138764,16066840,Polska_deportuje_Wietnamczyka_na_niemalze_pewna_smierc.html

/* Style Definitions */ table.MsoNormalTable {mso-style-name:Standardowy; mso-tstyle-rowband-size:0; mso-tstyle-colband-size:0; mso-style-noshow:yes; mso-style-parent:""; mso-padding-alt:0cm 5.4pt 0cm 5.4pt; mso-para-margin:0cm; mso-para-margin-bottom:.0001pt; mso-pagination:widow-orphan; font-size:10.0pt; font-family:"Times New Roman"; mso-ansi-language:#0400; mso-fareast-language:#0400; mso-bidi-language:#0400;}