Poznań: wyrok za oplutą nogawkę
Informacje - Krajowe
środa, 25 czerwca 2014 10:18

Anarchista znieważył policjanta, opluwając nogawkę munduru na wysokości kolana - uznał poznański sąd. Wyrok: cztery miesiące prac społecznych.

Dwa lata temu anarchiści zajęli opuszczoną kamienicę w centrum Poznania. Chcieli otworzyć niezależny ośrodek kultury. Dzień przed otwarciem przyjechała jednak policja wyposażona w pistolety maszynowe, kominiarki, tarcze. Wezwali ją właściciele, którzy przypomnieli sobie o porzuconym, zdewastowanym budynku.

Doszło do starcia. Policjanci powalili jednego z anarchistów na ziemię i kopali. Anarchiści, trzymając się pod ramiona, skandowali: "ZOMO!". Wtedy jeden z policjantów rozpylił gaz obezwładniający. Dwie osoby z podrażnieniem oczu trafiły do szpitala.


Jednego z anarchistów oskarżono potem o znieważenie policjanta poprzez "oplucie lewej nogawki munduru na wysokości kolana". Miało do tego dojść, gdy ratownicy prowadzili łzawiącego chłopaka do karetki, bo po rozpyleniu gazu nic nie widział.

Wczoraj sąd potwierdził, że anarchista opluł nogawkę i było to celowe znieważenie funkcjonariusza. Sędzia Jan Kozaczuk powołał się na zeznania policjantów i ratowników pogotowia, którzy widzieli, jak anarchista obraca głowę i pluje. Sam anarchista, bezrobotny absolwent socjologii, nie wypierał się oplucia. Wczoraj stwierdził, że dostał gazem prosto w twarz, czuł pieczenie, nic nie widział, zaczęły lecieć mu łzy i ślina. A wydzieliny było tak dużo, że ją wypluwał.

Agnieszka Rybak-Starczak, adwokatka chłopaka, podkreślała, że skutki działania gazu mogą być odczuwalne przez 45 minut, a pogotowie przyjechało po kilkunastu. Oznacza to, że anarchista rzeczywiście mógł nic nie widzieć. Do karetki prowadzili go ratownicy, bo nie mógł iść samodzielnie.

- Celem oskarżonego było znieważenie policjanta. Był zdenerwowany użyciem gazu i tym, że bolą go oczy - stwierdził sędzia Kozaczuk. I dodał, że druga osoba potraktowana gazem była w podobnym stanie, ale na mundur nie pluła.

Anarchistę skazano na cztery miesiące prac społecznych po 20 godzin w miesiącu. Sędzia Kozaczuk stwierdził, że kara nie jest surowa, tym bardziej że anarchista jest bezrobotny, więc na prace społeczne znajdzie czas.

Sędzia nie odniósł się natomiast do akcji policji, którą adwokatka anarchisty uznała za bezzasadną demonstrację siły. - Ktoś postanowił strzelić z armaty do wróbla - stwierdziła. Jej zdaniem nie było podstaw do tak brutalnej interwencji, właściciel kamienicy nie interesował się nią miesiącami i jeśli chciał pozbyć się anarchistów, to powinien był wystąpić do sądu o eksmisję.

Zdaniem anarchistów oskarżenie ich kolegi o oplucie nogawki miało odwrócić uwagę od nielegalnego użycia gazu przez policjantów. Anarchiści donieśli na nich do prokuratury, ale sprawa została umorzona.

Prokuratura uznała, że "wzywali do zachowania zgodnego z prawem" i informowali o możliwości użycia gazu. Jak to ustaliła? Na podstawie pisma policji. Nagrania z telefonów komórkowych potwierdzają tymczasem, że policja do niczego nie wzywała i nie uprzedzała, że użyje gazu. Prokuratura tymi nagraniami się nie zainteresowała.


Źródło: poznań.gazeta.pl