Raport ACK: Represje wobec poznańskiego środowiska anarchistycznego
Informacje - Krajowe
piątek, 18 lipca 2014 11:13
W dniu 15 lipca na łamach Gazety Wyborczej ukazał się artykuł pod tytułem „Oto wróg publiczny”. Dotyczył on postępowania sądowego jakie toczy się przeciwko jednej z aktywistek Federacji Anarchistycznej, która została posądzona o przewodzenie nielegalnemu zgromadzeniu. Autor tekstu słusznie wytyka absurdalne zabezpieczenia procesu, przywodzące na myśl rozprawy członków mafii, jednak to tylko fragment rzeczywistości. Dyskusja jaka od kilku dni toczy się, w związku z ww. publikacją, na łamach ogólnopolskich gazet oraz portali społecznościowych, skutecznie pomija szerszy kontekst zarówno przeszłych jak i trwających represji w stosunku do aktywnych grup protestu.
Władze kryminalizują protesty, bowiem wyraźnie nie radzą sobie z głosem sprzeciwu i oporem jaki członkinie i członkowie FA, działacze związkowi, lokatorscy i inni mieszkańcy/ki Poznania stawiają przeciwko ich antyspołecznej, neoliberalnej polityce. Wyrazem tej bezsilności są wzmagające się represje wymierzone nie tylko w ruch anarchistyczny ale i wszystkich tych, którzy ośmielają się na czynną niezgodę wobec poczynań włodarzy miasta, organów ścigania czy czyścicieli kamienic.

Najpopularniejsze paragrafy używane w walce z wszelką krytyką i oporem to, w ostatnim czasie, zakłócanie miru domowego, naruszanie nietykalności policjanta, stawianie biernego/czynnego oporu czy wymienione już wcześniej przewodzenie nielegalnemu protestowi.

Najmniejsze nawet pikiety są obstawiane przez policyjnych tajniaków, nagrywane i fotografowane na użytek aparatu opresji. Działacze są nachodzeni w domach, wypytuje się o nich rodzinę i sąsiadów. Normą jest już zastraszanie świadków i oskarżonych podczas przesłuchań, potajemne nagrywanie zeznań oraz utrudnianie kontaktu z adwokatem i rodziną zatrzymanego czy zatrzymanej, a także celowe wprowadzanie w błąd, na przykład przy korzystaniu z prawa do odmowy zeznań podczas przesłuchań. Nie dziwią nas już, próby prowadzenia przesłuchań przez telefon czy w progu naszych mieszkań oraz „troska” policjantów obserwujących Rozbrat z zaparkowanego w jednej z uliczek samochodu. Tak samo zresztą jak łatwym do przewidzenia posunięciem było umieszczenie skierowanej na skłot kamery, która rejestrowała wszystkich wchodzących i wychodzących z Rozbratu. Wiedzieliśmy o niej od początku. Z łatwością potrafimy też przewidzieć kolejne posunięcia aparatu represji; procesy i ich przebieg, rodzaje paragrafów czy obecność policyjnych „ekip filmowych” na naszych akcjach.

Ostatnio policja stara się też pobierać odciski palców aktywistów/ek i próbuje robić zdjęcia za pomocą aparatu do fotografii sygnalitycznej, który wykonuje serię fotografii obejmujących ujęcia: en face, prawy profil oraz prawy i lewy półprofil. Procesem tym steruje komputer, możliwe jest też wykonanie zdjęć sylwetki oraz zdjęć cech szczególnych danej osoby (coś w rodzaju skanowania twarzy). Na ulicach, przy okazji demonstracji – np. tej w obronie Od:zysku - coraz częściej pojawia się natomiast LRAD (Long Range Acoustic Device) czyli policyjna zabawka emitująca precyzyjnie wymierzoną, potężną falę dźwiękową. LRAD wykorzystuje się m.in. do tłumienia zamieszek. Potraktowani nim ludzie mogą zakończyć „nielegalne zgromadzenie” z uszkodzonym słuchem. Policja widać próbuje testować na nas drogie nowinki technologiczne.

Wiele spraw, które toczą się przeciwko anarchistom czy na przykład działaczom związkowym i lokatorskim jest zakładanych przez samą policję, która występuje w nich, co brzmi dość zabawnie, jako oskarżyciel społeczny. Policja w swoim upartym dążeniu do skazania aktywistów po prostu się ośmiesza. Zeznania mundurowych są często sprzeczne ze sobą a dowody, które starają się oni przedłożyć w sądzie, wielokrotnie nie potwierdzały winy anarchistów. Do tej pory sprawy te były przez nas w większości wygrywane. Policja w takich sytuacjach próbuje się odwoływać ale jej rozpaczliwe starania przeważnie spełzają na niczym. Mimo tego nadal oskarża się nas i wytacza kolejne sprawy, by zniechęcić do podejmowania działań.


Przykładem jest tu choćby niedawna próba doprowadzenia do skazania dwojga aktywistów oskarżonych o przewodzenie protestem podczas blokady eksmisji niepełnosprawnej kobiety i jej męża. W podobnej sprawie, gdzie z oskarżeniem wystąpiła policja, uniewinniono antyfaszystę, którego usiłowano pociągnąć do odpowiedzialności za rzekome zniszczenie dwóch radiowozów podczas blokady antyfaszystowskiej w 2011 r. Już za kilka dni odbędzie się kolejna rozprawa grupy działaczy i działaczek występujących w obronie skłotu Od:zysk.

Pod zarzutem wykonania kilkudziesięciu szablonów z hasłem „ANI LEWICA, ANI PRAWICA, WOLNOŚĆ” policyjni tajniacy zatrzymali dwoje aktywistów. Wypuszczono ich po 24 godzinach, utrudniając w tym czasie otrzymanie przez rodzinę jakichkolwiek informacji na ich temat – do końca nie było nawet wiadomo gdzie są przetrzymywani. Oboje odmówili składania wyjaśnień i nie przyznali się do zarzucanych czynów. Postępowanie wobec nich zostało po kilku miesiącach umorzone. Uzasadniono to w następujący sposób: „sprawcy [...] nie dokonali trwałego uszkodzenia danej ściany. Namalowanie graffiti będzie przestępstwem, jeśli nie będzie można go ani zmyć ani zamalować – konieczne będzie naruszenie struktury ściany, np. skucie tynku w celu usunięcia graffiti”. Zakończenie tej sprawy jest więc precedensowe dla wszystkich grafficiarzy. To jednak nie koniec zmagań tych działaczy z aparatem (nie)sprawiedliwości. Umorzono bowiem postępowanie z tytułu popełnienia przestępstwa a rozpoczęto w tej sprawie postępowanie dotyczące wykroczenia.

W marcu zakończyło się postępowanie przeciwko uczestnikowi FA, który otrzymał wyrok w wysokości 120 godzin prac publicznych (6 miesięcy po 20 godzin) za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta podczas blokowania eksmisji. Anarchista odwołuje się od zasądzonego wyroku. Wcześniej, na podstawie tego samego paragrafu, aktywista ten został skazany na 4 miesiące prac po 20 godzin plus zwrot kosztów sądowych. Aktualnie odrabia ten wyrok.

Niedawno doszło do prawomocnego skazania innego uczestnika FA na 8 miesięcy więzienia w zawieszeniu na 3 lata. Wyrok wydał sąd w Berlinie za zamiar ciężkiego zranienia policjanta podczas 1 majowej demonstracji dwa lata temu. Okres próby miałby minąć w lutym 2017 roku. Sprawa niedawno została jednak cofnięta do sądu I instancji, ze względu na możliwość zasądzenia zbyt wysokiej kary. Kolejna rozprawa odbędzie się więc we wrześniu.

W ostatnim czasie wyrokami skazującymi zakończyła się też sprawa związana z blokadą eksmisji w Nowej Soli w grudniu 2010 r. Czterech anarchistów skazano za naruszenie nietykalności cielesnej policjanta, spowodowanie uszczerbku na zdrowiu do 7 dni, znieważenie oraz utrudnianie czynności służbowych policjantów podczas eksmisji. Zapadły wyroki od 4 do 8 miesięcy w zawieszeniu na 3 lata. Dwóch skazanych zdecydowało się na złożenie apelacji. Sąd apelacyjny w Zielonej Górze cofnął w jej wyniku dokumenty dotyczące sprawy do sądu w Nowej Soli. Było to spowodowane wystąpieniem błędów proceduralnych, których wykrycie nie oznacza jednak, że przewód zostanie powtórzony, a jedynie to, że błędy te zostaną naprostowane. Pozostali zrezygnowali z apelacji ponieważ ich szanse na uniewinnienie czy choćby zmniejszenie wyroku były praktycznie zerowe.

Niedawno zakończyło się postępowanie w sprawie znieważenia funkcjonariusza na służbie. Chodzi o splunięcie na mundur w trakcie ewikcji skłotu Warsztat. Na otwarciu tego anarchistycznego centrum chcącego prowadzić działania o charakterze społeczno – politycznym i kulturalnym oprócz aktywistów i mieszkańców Poznania pojawił się też oddział policji w pełnym rynsztunku – wyposażony m.in. w pistolety maszynowe. Policjanci, wbrew prawu na które zarówno oni, jaki i ich zwierzchnicy tak chętnie się powołują, dokonali brutalnej eksmisji skłotu. Wyrok sądu nie był im potrzebny, wystarczyło przekonanie o możliwości swobodnego działania według własnego widzimisię. Podczas blokady ewikcji wobec ludzi trzymających się pod ręce zastosowano więc gaz łzawiący, w wyniku czego dwie osoby trafiły do szpitala. Jedną z nich był oskarżony aktywista, który podczas prowadzenia przez ratowników do karetki rzekomo znieważył funkcjonariusza opluwając na jego lewą nogawkę na wysokości policyjnego kolana. Na nic zdały się wyjaśnienia, że w wyniku działania gazu anarchiście leciały z oczu łzy a z ust ślina. Na podstawie zeznań, składanych przede wszystkim przez policjantów, zapadł w tej sprawie wyrok skazujący w wysokości 4 miesięcy prac społecznych po 20 godzin miesięcznie. Nie oznacza to jednak końca tej historii – anarchista zdecydował się bowiem na apelacje.

Represje nie ominęły również osób demonstrujących w obronie skłotu Od:zysk. Podczas legalnej manifestacji policja próbowała spisywać jej uczestników, co spotkało się z ich niezadowoleniem. Doszło do przepychanek. Już po zakończeniu demonstracji funkcjonariusze wyłowili nagle z tłumu dwie osoby, które przewieziono następnie na komisariat. Zaraz potem odbyła się pikieta solidarnościowa, która zamieniła się w coś na kształt okupacji komisariatu. Zarówno w środku (za przeszklonymi szybami) jak i na zewnątrz przybywało policjantów w pełnym rynsztunku. Anarchiści domagali się jednak uwolnienia zatrzymanych, którzy wkrótce potem zostali wypuszczeni. Postawiono im zarzut stawiania czynnego oporu podczas zatrzymania.

W tym samym czasie na Od:zysku doszło do próby interwencji policji, która chciała się dostać do środka. Skłotersi zabarykadowali się jednak w budynku a mundurowi odpuścili choć stale obserwowali skłot jak to zresztą mają w zwyczaju - odzyskowiczom często towarzyszą bowiem tajniacy i policyjne radiowozy, na porządku dziennym są też uporczywe próby spisywania osób wychodzących ze skłotu.

Bez interwencji policji nie obyło się też podczas wcześniejszych pikiet w obronie Od:zysku. Jedna z nich miała miejsce pod oddziałem banku WBK w centrum Poznania. Protest odbywał się zarówno przed placówką jak i w jej wnętrzu – gdzie czworo aktywistów rozstawiło namiot rozpoczynając w ten sposób symboliczną okupację. Policja, jak zwykle obecna na miejscu w dużej sile i pełnym rynsztunku, spisała większość uczestników protestu oraz zamknęła bank, nie pozwalając nikomu wejść do środka. Przebywających w jej wnętrzu aktywistów skuto i zatrzymano, brutalnie wywlekając z namiotu. Po kilkugodzinnym pobycie na komisariacie wszyscy zostali zwolnieni. Postawiono im zarzuty m.in. naruszenia miru domowego. Osoby, które zostały spisane podczas pikiety były przesłuchiwane. Niektóre z nich "odwiedzano" w domach lub próbowano uzyskać ich zeznania przez telefon. Podczas przesłuchań policjanci starali się zastraszyć świadków, nagrywali ich zeznania i robili im zdjęcia telefonem komórkowym. Obecnie, osoby spisane podczas tej akcji dostają z sądu zawiadomienia, jako pokrzywdzeni, o mającej się odbyć rozprawie. Pierwsza fala takich „zaproszeń” miała miejsce w maju. Planowana na ten miesiąc rozprawa została jednak przeniesiona na 27 lipca, pisma z sądu ponownie więc trafiają do „zainteresowanych”. W tej samej sprawie za rzekome przewodzenie nielegalnemu zgromadzeniu wyroki nakazowe otrzymały trzy osoby. Wszyscy złożyli odwołanie. Z tego tytułu 25 lipca odbędzie się więc rozprawa w sądzie na ul Młyńskiej.

Pikieta odbyła się również podczas pierwszej licytacji Od:zysku. Podobnie jak w przypadku innych tego typu działań anarchistów, większość osób obecnych na miejscu została spisana. Policja utrudniała wejście do budynku sądu jak i na samą licytację poprzez długotrwałe rewizje wchodzących. Pomimo jej starań dwie osoby wniosły na salę sądową słoiki ze zbukami, które rzucono w ławę sędziowską zaraz po ogłoszeniu wyniku licytacji (wtedy jeszcze korzystnego dla skłotersów). Dwie anarchistki osądzono tego samego dnia, skazując je na, w sumie, 2 tys. zł grzywny. Obydwie odwołały się od wyroku ale sąd odwołania te odrzucił, kara i jej wymiar są więc aktualne. Jednego z aktywistów oskarżono natomiast o przewodzenie nielegalnemu zgromadzeniu. Złożył on sprzeciw od wyroku nakazowego. Możemy się więc już niebawem spodziewać kolejnego procesu.

Po tym wydarzeniu przedstawiciele aparatu opresji wpadli w lekką panikę i zaczęli się zachowywać w dość absurdalny sposób. Jakiś czas po aferze z jajami, odbywała się bowiem sprawa wspomnianego już uczestnika FA, którego oskarżono o naruszenie nietykalności cielesnej policjanta podczas blokady eksmisji. Rozprawa była obstawiona przez znaczną ilość policjantów. Przed jej rozpoczęciem kazano widowni zostawić wszystkie rzeczy osobiste w szatni a telefony wyłączyć. Dziennikarze nie mogli wnieść ze sobą niczego prócz kartki i długopisu – żadnych kamer, aparatów, dyktafonów. Wchodzących na salę spisano i przeszukano. Cala ta sytuacja rozbawiła aktywistów/tki, którzy tego dnia wspierali oskarżonego na sali sądowej.

Pod koniec 2013 r. w Warszawie odbyła się kolejna rozprawa 11 osób (w tym uczestników FA Poznań) represjonowanych za wyrażenie sprzeciwu na światowej konferencji łupkowej i skuteczne jej zablokowanie. Wszyscy zostali oskarżeni o zakłócenie miru domowego. Postępowanie procesowe nadal trwa, następna i – najprawdopodobniej – ostatnia rozprawa odbędzie się we wrześniu.

W grudniu policja pobiła i dotkliwie raziła paralizatorami uczestników wspomnianego wyżej protestu przeciwko odbywającemu się na Uniwersytecie Ekonomicznym wykładowi pt.: "Czy gender to dewastacja człowieka i rodziny?" Na sali obecni byli tajniacy, którzy interweniowali zaraz po rozpoczęciu przygotowanego na tę okoliczność happeningu. Wobec protestujących użyto też gazu pieprzowego. Zatrzymano trzy osoby. Następnego dnia pod komisariatem policji - w którym nadal przebywali zatrzymani aktywiści – odbyła się spontaniczna pikieta solidarnościowa i przeciw brutalności policji. Doszło wtedy do małych przepychanek, gdyż policja nie chciała wpuścić aktywistów do budynku. Również tutaj posypały się wezwania na przesłuchanie, w celu ustalenia osoby przewodzącej pikietą. Dwoje aktywistów zostało w końcu o to oskarżonych, a jedna z osób dostała już w tej sprawie wyrok nakazowy, od którego się odwołała. 14 lipca odbyła się w związku z tym rozprawa. Świadkami było 5 policjantów i jeden z aktywistów. Jaki był jej przebieg wszyscy już wiemy z doniesień prasowych opisujących poczynione wtedy absurdalne wręcz zabezpieczenia. Obecnych w sądzie powitano wykrywaczami metalu. Przeszukiwano też torby oraz plecaki zebranych. Zarówno na sali sądowej, jak i przed wejściem do niej obecnych było kilku funkcjonariuszy, dzielnie strzegących tego dnia porządku i prawa. Była to więc sytuacja analogiczna do jednej z wymienionych wcześniej rozpraw.

Prokuratura umorzyła wewnętrzne postępowanie dotyczące brutalności funkcjonariuszy używających paralizatorów, nazywanych skromnie przez policję latarkami. Wobec protestujących skierowano natomiast wnioski o ukaranie za zakłócenie miru domowego, używanie wulgaryzmów i napaść na funkcjonariusza policji. Trwają przesłuchania w Pile. Policja usilnie stara się też ustalić personalia osoby, która podczas pikiety solidarnościowej krzyknęła „zabij policjanta nim on zabije Ciebie”. Aktywiści złożyli skargę na postępowanie policji. Sprawa ta właśnie się toczy – rozpatrywane są dowody i powoływani biegli, trwają przesłuchania świadków.

Jedna z aktywistek oskarżona o posiadanie sfałszowanych biletów MPK dostała dozór policyjny, skonfiskowano również komputery znajdujące się w jej mieszkaniu. W tej chwili sprzęt ten wrócił do oskarżonej a dozór policyjny został zdjęty. Najprawdopodobniej dojdzie do umorzenia tej sprawy.

Najnowszym popisem policji była niedawna pikieta zorganizowana przez Inicjatywę Pracowniczą pod Sądem Okręgowym. Miała ona na celu wsparcie walki kobiet, które przez dwa miesiące nie dostały wynagrodzenia za sprzątanie sądu. Aktywistom nie pozwolono wejść do środka z transparentami. Wizyta sprzątaczek i aktywistów w gabinecie wiceprezesa sądu obstawiona była przez kilkunastu policjantów. Mundurowi czekali też przed wejściem do placówki.

Podsumowując; w przeciągu ostatniego tylko roku (od lipca 2013 r. do dziś) toczyło się przeciwko poznańskiemu środowisku anarchistycznemu, pracowniczemu, lokatorskiemu i skłoterskiemu 19 spraw. Oskarżone zostały łącznie 24 osoby, wobec których sformułowano 34 akty oskarżenia. Zapadły następujące wyroki:

- prace społeczne - 5

- wyrok pozbawienia wolności w zawieszeniu - 5

- grzywna - 4

- uniewinnionych zostało 5 osób

- w przypadku 2 osób sprawa została umorzona

- wobec 3 wymienionych wyżej, oskarżonych osób toczy się aktualnie postępowanie

Od wcześniejszych wyroków odwołało się 12 skazanych.

Przed sądami toczy się obecnie 14 spraw w stosunku do 19 osób, wobec których sformułowano 27 aktów oskarżenia.

Jak więc widać w powyższym „zestawieniu”, próby kryminalizacji społecznego sprzeciwu mają zasięg nieco większy niż tylko ta pojedyncza sprawa, którą media wybrały sobie na zdatną do użycia i nagłośnienia. Istnieją tendencje do postępowania w sposób wybiórczy, prezentujący tylko ten fragment obrazu, który uznaje się za odpowiednio chwytliwy medialnie i nośny w danym momencie. Kontekst często pozostaje nieznany odbiorcy. Same represje tak wybiórcze już jednak nie są, dotykając wszystkich tych, którzy protestują pod Urzędem Miasta, komisariatami, bankami, czyszczonymi kamienicami czy zakładami pracy. Wszystkich tych, którzy walczą o zaległe i godziwe wynagrodzenia czy zachowanie dachu nad głową dla siebie, swoich rodzin, znajomych, sąsiadów a często po prostu dla mieszkańców/ek tego miasta, których starania razem z nami wspierają podczas codziennych, wspólnych zmagań. Walka ta ma więc tysiące, najczęściej anonimowych, twarzy i rozgrywa się dzień w dzień na poziomie ulic, szkół i uniwersytetów, rozlicznych miejsc pracy oraz progów mieszkań komunalnych - często poza zasięgiem zainteresowania mediów, co ani trochę nie umniejsza przecież jej znaczenia.