Poznań: Umorzono śledztwo w sprawie "znieważenia funkcjonariuszy"
Informacje - Krajowe
czwartek, 24 lipca 2014 09:12
Poznańska prokuratura uznała, że anarchiści nie znieważyli policjantów i nie nawoływali do zabijania funkcjonariuszy. Ich protest był za to dopuszczalną krytyką instytucji.

Na anarchistów do prokuratury doniosła poznańska policja. Śledztwo właśnie umorzono, a uzasadnienie jest dla policji jak zwykle kompromitujące. Wynika z niego, że oskarżenie było bezpodstawne.

W grudniu 2013 r. na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu anarchiści zakłócili wykład ks. prof. Pawła Bortkiewicza "Czy Gender to dewastacja człowieka i rodziny?", wprowadzającego na teren uniwersytetu przekaz dyskryminujący i skrajnie prawicowy. Anarchiści głośno komentowali, klaskali, tańczyli. Do akcji wkroczyli obecni na widowni policjanci w cywilu. Jeden poraził anarchistę prywatnym paralizatorem. Ukarano go za to naganą.
Dzień po wykładzie anarchiści spontanicznie przyszli pod komisariat na Starym Mieście, domagając się informacji o zatrzymanych i zaprzestania represji. Mieli transparenty: "Stop przemocy!", "Ratunku, policja!". Krzyczeli: "Bandyci w mundurach!". Chcieli też wejść do komisariatu, ale policja zagrodziła im drogę, doszło do przepychanek.

Po demonstracji policja skierowała do prokuratury doniesienie na anarchistów, bo jeden z nich miał krzyknąć: "Zabij policjanta, zanim on zabije ciebie". Policja uznała to za "publiczne nawoływanie do zabójstwa".

Prokuratura w Pile wszczęła śledztwo, ale przestępstwa się nie dopatrzyła. Uznała, że celem anarchisty nie było podburzanie odbiorców do zabicia kogokolwiek. - Hasło to, podobnie jak pozostałe skandowane na demonstracji, miało zwrócić uwagę na przemoc stosowaną przez policję podczas interwencji na wykładzie - oznajmiono.

Z uzasadnienia dowiadujemy się, że policja chciała ścigać anarchistów jeszcze za dwa przestępstwa, ale tu również poniosła porażkę.

Prokuratura co prawda potwierdziła, że próbując wedrzeć się do komisariatu, anarchiści naruszyli nietykalność cielesną policjantów, ale uznała, że społeczna szkodliwość tego czynu była znikoma. - Anarchiści chcieli wejść do komisariatu, by dowiedzieć się, co dzieje się z ich kolegami zatrzymanymi po wykładzie. Nie było ich celem naruszanie nietykalności policjantów - oznajmiono.

W doniesieniu policja uznała też, że doszło do przestępstwa znieważenia funkcjonariuszy. Anarchiści mieli bowiem krzyczeć: "Policja równa się milicja", "Ratunku, policja!", "Stop przemocy".

- Słowa nie były adresowane do konkretnych policjantów, ale do policji jako instytucji. Były dopuszczalną krytyką - oznajmiła prokuratura.

Anarchiści twierdzą, że doniesienie do prokuratury miało odwrócić uwagę opinii publicznej od bezprawnego użycia paralizatora. Podobnie tłumaczą postawienie przez policję zarzutów przewodzenia demonstracji pod komisariatem jednej z anarchistek. Policja uznała bowiem, że było to nielegalne zgromadzenie. Proces ruszył przed tygodniem i był ochraniany lepiej niż rozprawy narkotykowych gangów. Wchodzących dwa razy sprawdzano wykrywaczem metali, a salę rozpraw i wejście obstawili policjanci.

źródło: Prokuratura poszła dalej. Uznała, że celem anarchisty nie było podburzanie odbiorców do zabicia kogokolwiek. - Hasło to, podobnie jak pozostałe skandowane na demonstracji, miało zwrócić uwagę na przemoc stosowaną przez policję podczas interwencji na wykładzie - mówi prokurator Roman.

Z uzasadnienia dowiadujemy się, że policja chciała ścigania anarchistów jeszcze za dwa przestępstwa, ale tu również poniosła porażkę.

Prokuratura co prawda potwierdziła, że próbując wedrzeć się do komisariatu, anarchiści naruszyli nietykalność cielesną policjantów, ale uznała, że społeczna szkodliwość tego czynu była znikoma. - Anarchiści chcieli wejść do komisariatu, by dowiedzieć się, co dzieje się z ich kolegami zatrzymanymi po wykładzie. Nie było ich celem naruszanie nietykalności policjantów - wyjaśnia prokurator Roman.

W doniesieniu policja uznała też, że doszło do przestępstwa znieważenia funkcjonariuszy. Anarchiści mieli bowiem krzyczeć: "Policja równa się milicja", "Ratunku, policja!", "Stop przemocy".

Podczas śledztwa tylko jeden z policjantów stwierdził, że czuje się tymi okrzykami znieważony, ale prokuratura i tak sprawę umorzyła. - Bo te słowa nie były adresowane do konkretnych policjantów, ale do policji jako instytucji. Były dopuszczalną krytyką - mówi prokurator Magdalena Roman.

Anarchiści twierdzą, że doniesienie do prokuratury miało odwrócić uwagę opinii publicznej od bezprawnego użycia paralizatora. Podobnie tłumaczą postawienie przez policję zarzutów przewodzenia demonstracji pod komisariatem jednej z anarchistek - Katarzynie Czarnocie. Policja uznała bowiem, że było to nielegalne zgromadzenie. Proces Czarnoty ruszył przed tygodniem i był ochraniany lepiej niż rozprawy narkotykowych gangów. Wchodzących dwa razy sprawdzano wykrywaczem metali, a salę rozpraw i wejście obstawili policjanci.

źródło: http://wyborcza.pl/1,75478,16370145,Policja_przegrala_z_anarchistami.html