List od więźnia z Rzeszowa
Publicystyka - Krajowa
wtorek, 22 września 2009 09:29

Kilka miesięcy temu opublikowaliśmy wstrząsający list więźnia z Rzeszowa – Artura Konowalika, który opisywał w nim polską rzeczywistość więzienną. List został opublikowany w bardzo wielu miejscach, został przetłumaczony na kilka języków. Na początku mieliśmy kontakt z Artkiem, jednak po jakimś czasie, przestał się odzywać. Dostaliśmy właśnie dwa listy od Artura, jeden z nich jest wysłany spoza więzienia i możecie go przeczytać poniżej. W drugim liście Artek napisał, że nie dostaje od nas żadnych listów a po publikacji jego listu odezwały się do niego trzy osoby. Dla nas pewne jest, że korespondencja przychodząca do Artura została zablokowana, prawdopodobnie władze więzienia zorientowały się, że o tej sprawie zrobiło się głośno i próbują pogorszyć samopoczucie Artura. Prosimy was o wysyłanie listów do Artura, najlepiej poleconych, wtedy jest pewność ich doręczenia. Artur czuje się dobrze i nadal próbuje nam przekazywać obraz horroru dziejącego się za kratami.

Podłóżmy ogień pod więzienia!/ ACK Poznań

Artur Konowalik

Zakład Karny

Załęska 76

35-322 Rzeszów

Po raz kolejny omijając cenzurę, obnażam prawdę o zakładzie karnych. Nie takim, jaki widzicie w serialach i programach telewizyjnych. Tylko o tym jak funkcjonuje tu na prawdę system (nie)sprawiedliwości. Było mi dane jako jednemu z nielicznych przejść przez najgorszy oddział jaki stworzono do tej pory dla skazanych. A więc przez mój bardzo buntowniczy charakter, nerwowość jaką nabyłem podczas lat spędzonych we więzieniach trafiłem na taki oddział jako szczególnie niebezpieczny więzień. Takich oddziałów jest kilka w Polsce, lecz nie różnią się niczym. Taki oddział to więzienie we więzieniu, osobny budynek otoczony murem, opleciony drutem kolczastym, na którym co parę kroków są kamery. Trafiając tam nie wiedziałem, ile tam spędzę czasu. W kompletnej samotności, ale do tego dojdę później. Przywitano mnie tam w magazynie dając mi czerwone ubranie i rozpieprzając mi rzeczy osobiste. Jako więzień niebezpieczny nie mogłem posiadać żadnych ubrań własnych. Ubrano mnie w rzeczy „nie pytając o gust”... w końcu panowie znudzili się grzebiąc mi rzeczach i zabierając wszystko oprócz koców, misek, listów zaprowadzili do celi, łańcuchy, którymi miałem skute ręce i nogi do ran poobcierały mi nogi. Prosząc klawiszy, aby luźniej kuli mi nogi, usłyszałem odpowiedź „Zacznij się przyzwyczajać”.

Wchodząc do celi doznałem szoku, to w tej celi 6 kroczków na 3 kroczki miałem żyć, nie mając pojęcia czy rok czy 5 lat. Do końca kary miałem prawie 10 lat i mogłem tam siedzieć do końca wyroku. Więc już na wstępie psychicznie system pokazał pazurki „siedź z myślą, że możesz tu siedzieć do końca”! To było bardzo dołujące, bo wiedziałem, że jeżeli nawet będę stawał na warunkowe zwolnienie to żaden sąd mi go nie da, nie jak więźniowi niebezpiecznemu. Normalnym więźniom nie dawano tak łatwo, to co dopiero jako niebezpiecznemu. Opiszę celę, cela nie miała okien, było jedno z pleksą matową, abym nie widział nawet słońca, bez klamek, po prostu w ścianę wmontowano kawałek pleksy aby światło padało do celi. Więc nie można tego nazwać oknem. Pod sufitem była wnęka okratowana, było tam okienko, które mogłem automatycznie przyciskiem otworzyć na szerokość 10 cm. Panowie chcieli abym miał czym oddychać. Okienko mi przypominało okienka piwniczne. Miałem żelazne łóżko przymocowane na stałe do podłogi oraz malutki stolik z otwieranym krzesełkiem też na stałe przymocowane do podłogi. Panowie się ubezpieczyli, aby nie zrobić im krzywdy. W końcu oddział dla niebezpiecznych. Miałem żelazną szafeczkę, którą pewnego dnia powyginałem z pięści. Był prysznic we wnęce o szerokości i długości 3 kafelki, obok zlew i kibel, niczym nie zasłonięty, stał mały murek zasłaniający klozet, ale nie mnie. Kamery, jedna w rogu celi, druga za lusterkiem z pleksy musiały mieć mnie na oku całą dobę. Na początku było mi bardzo ciężko przyzwyczaić się do kamer, miałem świadomość, że sztab ludzi obserwuje mnie i wiedzą nawet ile razy dziennie siadam na kibel.

Ogrzewanie było w podłodze, kurwa, co za luksus!! Dziwne było podejście klawiszy i głupie, wmawiano mi, że to są luksusowe warunki, jakich oni w domu nie mają, kto by pomyślał, ogrzewanie w podłodze dla niebezpiecznych więźniów! Muzykę puszczali oczywiście klawisze na dyżurce przypominającej centrum dowodzenia, miałem głośnik wmontowany w sufit, mogłem muzykę wprawdzie ściszyć, lecz nie mogłem jej całkowicie wyłączyć. Także pranie mózgu od 6 rano do 22. Ktoś tam na górze wymyślił, aby codziennie puszczać nam muzykę „RELAKSUJĄCĄ”, szum morza, śpiew ptaków, skrzypce, do tego klarnety. Codziennie po 2 godziny. Najgorsze było to, że nie mogłem tego wyłączyć i wzbudzało we mnie agresję. Przypomina mi to żywcem skopiowane z książki „Lot nad kukułczym gniazdem” jaką niedawno czytałem. Zacząłem się buntować i z tego, co było mi wiadome nie tylko ja, pisałem skargi do samej góry, że muzyka gra cały czas i uważam to za znęcanie się nade mną. Po jakimś czasie zajęto się tę sprawą i zamontowano wyłączniki i mogłem nie tylko ściszać muzykę, ale co najważniejsze wyłączyć całkowicie i odpocząć.

Przy każdym wyjściu z celi rozbierałem się do naga, robiłem przysiad, w tym czasie obszukiwano mooje ubranie. Na początku było to dla mnie bardzo krępujące, ale w końcu robiłem to automatycznie. Miałem dziennie dwa przeszukania celi, tak że rozbierałem się juz 4 razy, bo byłem także przeszukiwany przy powrocie do celi. Chuj z tego, że 5 minut wcześniej się rozbierałem i mnie przeszukiwali. Taki regulamin, przy każdym wyjściu i przyjściu do celi rozbieranie i ubieranie. gdy chodziłem na spacery, nie dużo większe od celi to rozbieranek było więcej. Na każdym kroku oczywiście kamery. Kucie łańcuchami było bolesne gdyż jak wspomniałem obcierały nogi do rany i nikogo to nie obchodziło. A na sobie miałem je przy każdym wyjściu z celi.

Pewnego razu w zimie popsuło się to cudowne ogrzewanie podłogowe i przez 3 dni było tak zimno, że spałem w ubraniu, choć trudno to było nazwać spaniem i z zimna po prostu nie mogłem spać. Było o drugiej w nocy tak zimno, że klawisz w „centrum dowodzenia” stwierdził, że jest mi mało zimno i automatycznie otworzył mi to wspomniane okienko piwniczne, abym marzł jeszcze gorzej, nie lubił mnie. Zareagowałem agresywnie i zacząłem go kurwować przez domofon, on stwierdził, że nie otwierał i nie blokował mi okienka, że musiało się popsuć. Nie mogłem nic zrobić leżałem i trzęsłem się z zimna. PO jakiś dwóch godzinach okienko się „naprawiło” i usłyszałem jak się zamyka. Wspomnę tu, że klawisze mogli sami dowodzić wszelką automatyką. Zdarzało się też, że ucinali mi wodę. Za trzy dni przyjechali fachowcy, którzy budowali tę fortecę i naprawili ogrzewanie i słyszałem znowu jak to nam nie jest dobrze.

Jedzenie dawali klawisze, gdyż nikt inny nie mógł na tym oddziale. Ilość jedzenia była zależna od tego, czy dany klawisz cię lubi czy nie. Mieli zazwyczaj taki system, że dawali normalnie jedzenie, że nie byłem głodny. Lecz zdarzało się często, że byłem agresywny, prowokowany przez nich. Wtedy zmniejszali mi tak jedzenie, że cały czas głodowałem. Piłem wtedy wodę. Trwało to różnie, aż im przeszło. Wtedy znowu dawali mi tak, abym nie był głodny. Media podają, że na jednego skazanego państwo płaci 1700 zł (co za kurwa absurd!). Wróćmy do luksusowego budyneczku z ogrzewaną podłogą. Pewnego dnia panowie w mundurach podczas przeszukania celi zabrali mi grzałkę, którą grzałem wodę na herbatę oraz kawę. Akurat zdarzyło się to po dostaniu paczki żywnościowej. Skurwysyny stwierdzili, że plastik jest trochę przytopiony i zagraża memu bezpieczeństwu,że może mnie kopnąć prąd. Niczym dostałem nową grzałkę z paczką po trzech miesiącach (paczka przysługuje raz na 3 miesiące) to zalewałem kawę ciepłą wodą z kranu, która była puszczana 3 razy dziennie. Pił ktoś kawę zalewaną letnią wodą z kranu? NIE POLECAM - nawet w ekstremalnych warunkach! Kawę i herbatę piłem w kubeczku po jogurcie gdyż nie mogłem mieć szklanki.

Telewizora w celi nie miałem, radio miałem w magazynie, lecz regulamin nie pozwalał mi abym mógł mieć go w celi. Raz w tygodniu dawali mi katalog z książkami, mogłem wybrać tytuły i numery książek i mi przynosili z biblioteki. Często się zdarzało, że nie przynosili mi książek takich jakie chciałem, twierdzili, że nie mogę czytać takich, bo się przy nich będę demoralizował i uczył złych rzeczy. Oni chcieli za mnie decydować o wszystkim pierdoleni megalomani bez żadnej skazy.

Był czas, że całkowicie przestałem dostawać listy od najbliższych oraz moje listy nie dochodziły. Zacząłem pisać w tej sprawie do paru instytucji, choć wiadomo, że to jedna banda. Wezwał mnie wychowawca i zostałem do niego doprowadzony. Tłumaczył, że to wina poczty w co nie wierzyłem i prosił abym wycofał pisma. Dogadałem się, że cofnę ale listy maja dochodzić normalnie i zaczęły. Później dowiedziałem się, że wszystkie listy lądowały w koszu na śmieci a cel był taki, aby mnie psychicznie kończyć, aby mnie złamać i zrobić ze mnie łagodną marionetkę. Zdarzało się, że podczas kąpieli, która była raz na tydzień nagle zaczęła lecieć zimna woda. Wiedziałem, że to sprawka gestapowców w mundurach.

Łaźnia raz tygodniu i to z niespodziankami, byłem sfrustrowany. Jedna rzecz, która była dla mnie na plus to to, że wszędzie były kamery i nie mogli mnie bić. Kamery wszystko nagrywały i był dowód w razie potencjalnego bicia mnie lub holowania na słynne dźwięki, o których wspomniałem już. Więc bali się. Oczywiście później to wykorzystałem o czym wspomnę. Sprawa izolacji , to nie miałem prawa zobaczyć drugiego więźnia nigdzie, nie było takiej możliwości, cele jedna po drugiej takie same. Za ścianą mógłby siedzieć mój brat i nie wiedziałbym o tym, przez lata! Wszędzie sam. Doszedłem po długim czasie do tego, że na oddziale jest nas 11, pewnego dnia, policzyłem ręczniki z wózka, które były przygotowane były do wymiany po kąpieli. Tajemnica się jebła, tak ściśle ukrywana przez władców i panów. Co to teraz będzie?

Ktoś pomyśli, dlaczego się nie przeciwstawiałem, dlaczego nie próbowałem walczyć. Ależ przeciwstawiałem się dlatego tak długo mnie trzymali całkowicie odizolowanego. Po pierwsze obawiali się, że zagrażam bezpieczeństwu Z.K., a po drugie chcieli mnie złamać i widzieli, że im nie wychodzi. Dam parę przykładów, naruszyłem kilka razy regulamin, nie wyszedłem na przeszukanie celi, a przeszukanie musieli robić dwa razy dziennie. Nie mogli mnie siła wyciągnąć, musieli by użyć przemocy, do tego byłem skuty łańcuchami, następny problem. Kamery działały jak wspomniałem na moją korzyść. Najpierw grozili, śmiałem się to mnie zaczęli prosić, to też nie pomogło. Dali mi spokój, poszli. Czekałem na rozwój wypadków. Ale rozwiązali ten problem, wezwali psychologa i doprowadzili mnie do niego. Psycholog rozmawiał ze mną w specjalnym pokoju a oni przeszukali w tym czasie celę. Takich numerów robiłem kilka, a oni mieli problem. Musieli wezwać psychologa, on musiał biegusiem przychodzić do fortecy. Miałem satysfakcję. W celi miałem czujnik przeciwpożarowy, wystarczyło dmuchnąć dymem z papierosa aby centrum dowodzenia postawić na nogi. W nocy szczególnie. Bawiło mnie to. Groziłem wielokrotnie podpaleniem celi, zabierali wtedy wyrzucone przeze mnie koce, materace, poduszkę. Oddawali jak mi przechodziło. Jak na ironię nie miałem w celi ani jednej zapałki ani zapalniczki. Formy protestu były różne i było ich mnóstwo.

Opisałem z grubsza to co przeszłem jako więzień niebezpieczny i w jakich warunkach. W następnym liście opiszę jakie formy protestu stosuje większość ludzi tutaj.

Niedawno w Krakowie umarł chłopak, który głodował. Tak jemu się nie udało, lecz pokazał jak SW martwi się. Po prostu pieprzą wszystko. Mówią chcesz głodować, ciąć się, robić połyki, wbitki, wstrzyki, twoja sprawa. Tak to wygląda.

Moim obowiązkiem jest walczyć z systemem, nawet w takiej sytuacji w jakiej się znajduję, dlatego piszę do dobrych ludzi, którzy publikują moją korespondencję. To jest walka, która daje mi siłę. Z miłą chęcią pokoresponduję sobie z ludźmi, którzy myślą podobnie. Pozdrawiam wszystkich wolnych ludzi, którzy po tamtej stronie też walczą i zmagają się z systemem.

Artek

WALKA TRWA