PROGRAM 1033 - militaryzacja amerykańskiej policji
Publicystyka - Krajowa
środa, 03 września 2014 11:31

Przedrukwujemy ciekawy artykuł ze strony http://grecjawogniu.info/?p=22542 


Zamieszki w Ferguson, do których tłumienia policja wykorzystała uzbrojone pojazdy pancerne, ujawniły silną militaryzację lokalnych sił porządkowych w USA, przejmujących w ramach specjalnego programu za darmo zużyty sprzęt od Pentagonu.

Ferguson jest niedużym miastem w stanie Missouri. To tam, z niewyjaśnionych do tej pory powodów, biały funkcjonariusz policji zastrzelił nieuzbrojonego czarnoskórego Mike’a Browna. Kolor skóry ma tu znaczenie – większość mieszkańców Ferguson jest właśnie czarnoskórych – wyszli więc na ulice, by zaprotestować przeciwko działaniu policji, które uznali za rasistowskie.

Policja na protesty odpowiedziała wysyłając na ulice swoich funkcjonariuszy. Uzbrojonych po zęby, przypominających bardziej najemną armię niż zwykłe patrole. Na miejsce wezwano też Gwardię Narodową.

Stereotyp amerykańskiego policjanta z pączkiem w ręku, ospale patrolującego ulice, ma już niewiele wspólnego z rzeczywistością. Wydarzenia w Ferguson pokazują, że granica między policją a wojskiem w Stanach Zjednoczonych zaczęła się zacierać. Widać to choćby po nagłówkach amerykańskich gazet, które zaczęły na „jedynkach” pytać: „Czy to Ferguson, czy Irak?”.

Pytania prasy są zasadne. W całych Stanach Zjednoczonych można zaobserwować zmiany w biurach szeryfów czy na komisariatach policji. Wszystko dzięki mało znanemu programowi Pentagonu, który dokonuje militaryzacji amerykańskiej policji. „Program 1033″, bo o nim mowa, formalnie działa od 1997 roku i pozwolił resortowi obrony na oddanie w ręce policji nadwyżki sprzętu wojskowego. Łączna wartość sprzętu przekazanego lokalnym organom ścigania przez Departament Obrony wyniosła do tej pory ponad 5,1 mld dolarów, przy czym tylko w 2013 roku przekazano policji sprzęt o wartości 500 mln dolarów.

Kupienie sprzętu armii nie jest trudne – organy ścigania muszą tylko złożyć prosty wniosek, a następnie zorganizować i opłacić przesyłkę wyposażenia, w którego skład wchodzą m.in. pojazdy pancerne i karabiny szturmowe. I dostają na to granty.

Doposażenie policji w sprzęt wojskowy sprawiło, że pojazdy opancerzone, zaprojektowane tak, aby wytrzymać wybuch bomby w warunkach bojowych w Iraku czy Afganistanie, jeżdżą po ulicach miast takich jak Racine, w którym liczba ludności jest podobna do populacji Łomży.

Już w 2013 roku „Washington Post” informował, że pojazdy te pojawiały się też w tak niewielkich miasteczkach jak Madison, którego populacja wynosi około 12 tysięcy osób (mniej więcej tyle, ile w podwarszawskim Nieporęcie), czy Madison County (populacja mniejsza niż w większości warszawskich dzielnic).

Władze lubią podkreślać, że „PROGRAM 1033″ pomaga lokalnym organom ścigania, bez obciążania kosztami podatników. Podatnicy muszą jednak zapłacić za wszelkie naprawy, przechowywanie i konserwacje rosnących zapasów.

Oficjalnie, koordynatorzy stanowi są zobowiązani, by pilnować, czy miejscowe ośrodki policji zgłaszały zagubienie sprzętu i zwróciły niewykorzystany. W praktyce jednak władze federalne i stanowe rzadko sprawdzają ich zapasy. Jeden z szeryfów w Illinois został oskarżony o wypożyczenie karabinu szturmowego otrzymanego w ramach „Programu 1033″ swoim przyjaciołom. Inny funkcjonariusz przyznał się do sprzedaży broni przez Internet.

ACLU, organizacja działająca na rzecz ochrony praw człowieka, wydała RAPORT na temat militaryzacji policji w Stanach Zjednoczonych. Według danych organizacji, u policjantów, którzy używają ciężkiego sprzętu, zwiększa się poziom agresji. Policzono m.in. że oddziały SWAT 14-krotnie częściej używają granatów hukowych, szczególnie w czasie przeszukań.

ACLU wykazała również, że pojazdy opancerzone były rutynowym wyposażeniem jednostki podczas nalotów w poszukiwaniu narkotyków, choć były w tym przypadku zupełnie bezużyteczne, miały tylko „nastraszyć” przeszukiwanych i okolicznych gapiów. „Zbyt wielu policjantów w USA straciło sens swojego zawodu. Mania wielkości pochodząca z niezrozumienia swojej misji jest tylko zwiększana przez obsesję na punkcie ‚wojennych zabawek’. Przykład Ferguson pokazuje jak wiele jest niekompetentnych oddziałów, które wybrały drogę na skróty i zamiast zaangażowania społecznego wybrały pancerz i mundur (…) Oficerom potrzebne jest szkolenie, by dowiedzieli się, że ich zadaniem jest ochrona ludzi, którym służą, a nie ich straszenie” – argumentuje „Newsweek”

W Ferguson agresję widać też w warstwie słownej. „Sieprzaj albo strzelę’”, ‚”Jeszcze raz nas miniesz i dostaniesz gazem’” czy skierowane do dziennikarza ‚”Wyłącz lampę albo strzelę ci w twarz’” – to przykłady kilka przykładów tego, jak funkcjonariuszom puszczają nerwy.

SWAT, jednostka stworzona do przeprowadzania działań o wysokim poziomie niebezpieczeństwa, również coraz częściej puka do drzwi obywateli USA. Szacuje się, że dziennie w Stanach odbywa się około 150 akcji wyspecjalizowanych jednostek. Liczba interwencji wzrosła więc z 3000 w roku 1980 do 50 tysięcy w tym roku.

Gdy w 1996 roku szeryf Rick Fullmer z jednego z hrabstw z Wisconsin rozwiązywał swój oddział SWAT, stwierdził, że jednym z problemów była „mentalność superbohatera”. Oficerowie – jego zdaniem – wzniecali się na myśl o przebraniu się na czarno i wyjściu na akcję. Przykłady? 2011 rok – oddział wdziera się do domu i zabija 68-latka. Szukano wtedy dziewczyny jednego z 12 wnucząt ofiary, która w tym czasie była już w areszcie. Rok wcześniej SWAT z Detroit wrzuca granaty hukowe przez okno domu, a następnie śmiertelnie rani wyrwaną ze snu 7-latkę.

Z danych ACLU wynika, że ponad 61 proc. akcji SWAT było wymierzonych wobec osób czarnoskórych lub Latynosów. Interwencje w związku z możliwością posiadania narkotyków przeprowadzano wobec osób czarnoskórych nieporównywalnie częściej, chociaż udowodniono, że biali Amerykanie nie zażywają ani mniej ani więcej narkotyków od czarnych.

Dysproporcję widać też na przedmieściach St. Louis, gdzie 70 proc. mieszkańców miasta stanowią Afroamerykanie.

W ubiegłym roku 93 proc. wszystkich przypadków aresztowań oraz 92 proc. rewizji w domach dotyczyło właśnie Afroamerykanów. W miasteczku władzę sprawują niemal wyłącznie biali, a tylko 6 proc. funkcjonariuszy policji to osoby czarnoskóre.

Czy policja wstydzi się swojego działania? Tak można wnioskować po tym, jak funkcjonariusze w Ferguson chcą pozbyć się mediów. Wobec dziennikarzy użyto gazu łzawiącego, doszło też do aresztowań przedstawicieli mediów.

Wśród aresztowanych był m.in. korespondent „Die Welt” Ansgar Graw. Jak poinformował po opuszczeniu aresztu, było to jego pierwsze zatrzymanie, mimo że relacjonował wydarzenia m.in. z Iraku, Gruzji, Wietnamu czy Strefy Gazy.

Aresztowany został też fotograf agencji Getty Images Scott Olson. „Chcę mieć możliwość wykonywania swojej pracy jako przedstawiciela mediów i nie być przy tym zatrzymywanym” – mówił zaraz po wyjściu z aresztu.

Wesley Lowery, dziennikarz „Washington Post”, jest na miejscu i na bieżąco relacjonuje wydarzenia z Ferguson na Twitterze. Kilkukrotnie pisał już o tym, że policja utrudnia pracę dziennikarzom i wydaje rozkazy do opuszczenia miejsca starć. „Wyjeżdżasz? Proszę, nie opuszczaj nas. Co jeśli zaczną strzelać? Musisz tu być, żeby opowiedzieć to innym” – cytuje we wpisie słowa młodej dziewczyny, która prosiła jego i fotografów, by – mimo nacisków policji – nie opuszczali Ferguson.

Na podstawie: Wiktoria Beczek | metromsn.gazeta.pl