Książka osadzonego anarchisty już dostępna!
Publicystyka - Krajowa
piątek, 19 czerwca 2015 09:04

"Jadę do Magadanu. Wspomnienia anarchisty, więźnia białoruskiej dyktatury" autorstwa Igora Oliniewicza, to ważna książka, która ukazała się pod patronatem Anarchistycznego Czarnego Krzyża. Pozycja ta została wydana nakładem anarchistycznego wydawnictwa Bractwo Trojka, dzięki wsparciu białoruskiego ACK i przy wydatnym wkładzie poznańskiego kolektywu Od:zysk.

Książka traktuje o pobycie w areszcie białoruskiego KGB – szykanach, nieustannej kontroli, zastraszaniu, brutalności funkcjonariuszy i codziennym życiu w izolacji.

Wspomnienia anarchisty pt. „Jadę do Magadanu”, zostały napisane przez Igora Oliniewicza, aktywistę osadzonego w koloni karnej. Zawierają one jego rysunki ilustrujące poszczególne wydarzenia. Dzięki temu, wszyscy będziemy mogli się przekonać, przez co skazani aktywiści musieli przejść za to, że odważyli się wystąpić przeciwko białoruskim władzom, bezlitośnie tłumiącym wszelkie przejawy społecznego niezadowolenia.

Informacji o autorze książki, który wciąż odsiaduje wyrok, oraz o innych więźniach politycznych szukajcie na stronach:


www.ack.most.org.pl
www.abc-belarus.org


KONTEKST. SPRAWA ANARCHISTÓW

 

"Sprawa białoruskich anarchistów" była wszczęta po ataku na przedstawicielstwo Federacji Rosyjskiej w Mińsku 30 sierpnia 2010 roku, kiedy to nieznana wtedy grupa "Przyjaciele wolności" rzuciła kilka butelek z łatwopalną cieczą na terytorium ambasady. Według oświadczenia grupy była to akcja solidarności z rosyjskimi więźniami politycznymi - protest przeciwko represjom w Rosji.

Rozwój i skutki tej sprawy dobrze obrazują sytuację społeczno-politycznego aktywizmu na Białorusi.

Mieszkańcom Białorusi jeszcze bardzo ciężko przychodzi obrona swoich praw i wolności, które powoli, ale nieprzerwanie są zawężane nie tylko za pomocą praw, ale też dyrektyw prezydenta oraz publicznych oświadczeń przedstawicieli władzy. Świadomość młodzieży bardzo często ograniczona jest aksjomatem mówiącym, że „nic od nas nie zależy, o wszystkim zdecydowano już wcześniej”. Całe pokolenie wychowało się w trwającej 18 lat atmosferze paternalizmu rządów Łukaszenki. Co więcej, nie ma żadnej możliwości politycznej auto-ekspresji w przestrzeni publicznej. Absolutnie każda

Igor Oliniewicz - autor książki i zawartych w niej ilustracji.

pokojowa inicjatywa o charakterze politycznym jest na Białorusi ostro tłumiona: niemożliwe jest przeprowadzenie legalnej pikiety czy demonstracji, zorganizowanie dyskusji albo spotkania, zatrzymywana jest również publiczność koncertów. Nie dziwi więc, że przy braku jakiegokolwiek dialogu między władzą a społeczeństwem, najbardziej zdecydowanym aktywistom obrona swoich poglądów wydaje się możliwa jedynie drogą konfrontacji.

W takim kontekście argumenty stronników "taktyki partyzanckiej" zaczęły wydawać się bardziej uzasadnionymi: po pierwsze rozgłos tylko wystawia aktywistów na ciosy, po drugie w obecnych warunkach legalna i półlegalna działalność ledwie wypełnia swoje zadanie przyciągania nowych ludzi, po trzecie wpływ pokojowych inicjatyw na szerokie masy jest minimalny. Represje władzy i inercja mas posłużyły, jako wezwanie do konfrontacji. Dlatego lata 2009 i 2010 szczególnie obfitowały w radykalne akcje, odpowiedzialność, za które wzięły białoruskie grupy anarchistyczne.

Bodźcem do przejścia od pikiet i ulotek do bardziej widocznych akcji stał się antymilitarystyczny pochód przeciwko wspólnym rosyjsko-białoruskim wojennym szkoleniom, przeprowadzony obok budynku Generalnego Sztabu Sił Zbrojnych we wrześniu 2009 r. Zwykły pochód z banerami i hasłami tym razem był uzupełniony o petardę dymną rzuconą na terytorium Sztabu.

Po pochodzie antymilitarystycznym miały miejsce i inne akcje, w których wykorzystywano nie tylko ulotki, banery i megafony, ale także pirotechnikę i koktajle Mołotowa: napad na kasyno "Shangri-La" w Mińsku z wykorzystaniem żarówek napełnionych farbą i sztucznej racy na znak protestu przeciwko masowemu otwieraniu rosyjskich kasyn na Białorusi po wprowadzeniu zakazu w Rosji; atak na komendę milicji w Soligorsku, związany z dniami akcji przeciwko policyjnemu bezprawiu na Białorusi (w rozbite okno budynku wrzucono sztuczną racę); atak na Federację Związków Zawodowych, która już dawno nie broni praw pracowniczych, a tylko stara się zażegnywać konflikty na korzyść pracodawców; podpalenie drzwi oddziału Białoruskiego Banku w Mińsku na znak protestu przeciwko istniejącemu systemowi finansowemu.

Nie zważając na wykorzystanie nowych metod, akcje te nadal miały charakter czysto symboliczny - strat nie można nazwać znaczącymi. Ich największym plusem był rezonans medialny. Jednakże sprawozdania drukowały tylko niektóre nastrojone opozycyjnie gazety. Oficjalne media w najlepszym wypadku po prostu je odnotowywały, w najgorszym - snuły domysły i osądy, przedstawiając anarchistów, jako pozbawionych motywacji agresorów i bezmózgich chuliganów, co w sumie jest charakterystyczną reakcją państwowych mediów na jakąkolwiek opozycyjną działalność na Białorusi.

Mający miejsce 30 sierpnia 2010 roku atak koktajlami Mołotowa na ambasadę rosyjską, w rezultacie którego ucierpiał służbowy samochód, wywołał falę represji nakierowaną na białoruski ruch wolnościowy.

Jesienią 2010 roku przesłuchano ponad 150 osób, 19 z nich zatrzymano, jako podejrzanych, z czego pięć osób zostało skazanych za udział w wyżej wspomnianych akcjach bezpośrednich. Byli to: Igor Oliniewicz (8 lat pozbawienia wolności), Nikołaj Dziedok (4,5 roku pozbawienia wolności), Aleksander Franckiewicz (3 lata pozbawienia wolności), Maksim Wietkin (4 lata ograniczenia wolności) i Eugeniusz Siliwończyk (1,5 roku ograniczenia wolności). W czasie ich pobytu w areszcie miała miejsce jeszcze jedna akcja: "Przyjaciele Wolności" zaatakowali koktajlami Mołotowa bramę Izolatora Tymczasowego Zatrzymania, gdzie przetrzymywano aresztowanych. W oświadczeniu prasowym oznajmili, że zatrzymano nie te osoby i wzięli na siebie odpowiedzialność za wszystkie radykalne akcje, o które obwiniani byli aktywiści ruchu anarchistycznego.

W tym samym czasie rozwijała się międzynarodowa kampania: akcje solidarnościowe przetoczyły się przez Europę i Rosję - gdzie miały miejsce głównie pokojowe pikiety -a nawet w Meksyku, gdzie napadano na banki. Nie można zapominać, że na Białorusi radykalne metody walki były kontynuowane. W październiku na znak solidarności został zaatakowany koktajlami Mołotowa oddział KGB w Bobrujsku. Po tej akcji aresztowano i skazano na 7 lat pozbawienia wolności Eugeniusza Waśkowicza, Arcioma Prokopenko i Pawła Syromołotowa.

Igor Oliniewicz, Nikołaj Dziedok, Aleksander Frankiewicz, Eugeniusz Waśkowicz i Arciom Prokopenko do chwili obecnej znajdują się za kratami. I podczas gdy pozostający w niewoli "grudniowcy" mają wszelkie szanse w najbliższym czasie wyjść na wolność (reżim będzie zmuszony do uwolnienia niektórych więźniów politycznych celem normalizacji stosunków z Europą), to dla skazanych za "sprawę anarchistów" ta perspektywa nie jest tak oczywista.


A. Żiniewicz, socjolog, aktywista społeczny