Kopenhaga - nie tylko o CO2
Publicystyka - Zagraniczna
niedziela, 20 grudnia 2009 20:45
Trwa szczyt klimatyczny. 1200 limuzyn ściągniętych do miasta, 140 więcej przylotów prywatnych samolotów każdego dnia konferencji, pięć tysięcy dziennikarzy, prostytutki z całego kraju, ponad pół tysiąca organizacji pozarządowych i połowa duńskiej policji- to możnowładcy z całego świata spotykają się w Kopenhadze. Ich zadanie formalnie jest jedno- w tym roku wygasa protokół z Kioto i należy wypracować nowe porozumienie w sprawie zagrożenia zmianami klimatu. Różnie postrzegają jednak swoje interesy rządy krajów centrum kapitalistycznej produkcji, peryferii i krajów półperyferyjnych, takich jak Polska. Obraz całości komplikują także sprzeczności demokracji przedstawicielskiej - mało kto wątpi, że interesy rządów są odmienne od interesów społeczeństw, które rzekomo reprezentują. Kombinuje się tu bowiem, jak można wzbogacić się na ewentualnym wdrażaniu nowych praw i technologii. Na salach plenarnych gdzie dochodzą do głosu interesy wielkiego kapitału i wąskie interesy narodowe, trudno o faktyczną próbę znalezienia rozwiązań globalnych problemów. Jako najbardziej pozytywne wyjście dla perspektywy katastrofy ekologicznej przedstawia się tzw. zielony kapitalizm. Jednak czy kapitalizm, ze swojej natury opartej o nieustanną akumulację, nie zakłada zawsze wyzysku przyrody i ludzi? I czy naprawdę, do cholery, nie można wyobrazić sobie nic lepszego?

Przeprawa 11.12

Na sobotę 12 grudnia planowana jest główna demonstracja. Wiara od nas wybiera się do Kopenhagi dzień wcześniej. Kilkanaście osób- głównie chłopcy i dziewczyny z Samby Rhythms of resistance, ale też uczestnicy FA i FNB. Ekipy rozdzielone na samochody spotykają się na ostatnim odchodzącym tego dnia promie do Danii. Ulga... ledwo zdążyli. Na potrzeby COP15 zawieszono układ z Schengen. Dopiero na granicy okazuje się, że na jednej z osób ciąży jeszcze awanturnicza historia z G8 w Niemczech. Albo znajdzie z miejsca pieniądze na grzywnę, albo pójdzie siedzieć. Długo się nie zastanawiano - zrzucono się na jej uwolnienie.

Sobota 12.12

30 000 ludzi? 100 000 tysięcy? Padają różne liczby. Kto właściwie jest w stanie oszacować taki tłum demonstrantów? Jest kolorowo, wesoło i różnorodnie. Idą ze swoim przekazem pod centrum konferencyjne Bella Center. Nie wszystkim się udało. Policja wykorzystuje swe nowe uprawnienia, stworzone na potrzeby tej konferencji i dokonuje masowych aresztowań. W mediach tłumaczy się to agresywnym zachowaniem części demonstrantów, policja nie była jednak tak wybredna- to nie owiany złą sławą Czarny Blok nastawiony na konfrontację i zamieszki, lecz w większości przypadkowe osoby z zielonych NGO'sów zostają sterroryzowane i zakute w plastikowe obręcze. „Ludzie siedzieli ponad cztery godziny na asfalcie, na mrozie, musieli robić pod siebie, mdleli, potem kolejne kilka godzin w klatkach bez kibla, picia i żarcia...” Do wieczora taki los spotkał prawie tysiąc osób, w tym jedną od nas.

Get Adobe Flash player

Niedziela 13.12

W rocznicę stanu wojennego w Polsce ulice Kopenhagii pełne zmotoryzowanych oddziałów policji. Na ten dzień przewidziano dwie główne akcje. Jedna z nich to Hit the Production at the Harbour druga to akcja organizowana przez Via Campasina przeciwko polityce przemysłu rolniczego i polityce eksportowej żywności. Nasi biorą udział w obydwu. Na demonstracji Via Campasiny kilkaset osób, z tego siedemdziesięcio osobowa ekipa samby- "Wyrwaliśmy się z placu i zalaliśmy samboenergią pobliskie ulice, robiąc przemarsz pod budynek klimaforum. Pare przepychanek z wozami policyjnymi, ale generalnie spokój"- pisze Zosia. Mniej spokojnie za to było na Hit the Production. Tam siły policyjne blokują demonstrację, rekwirują wóz z nagłośnieniem i jak dzień wcześniej masowo aresztują ludzi- tym razem 257osób. Na zdjęciu z niezależnych mediów rozpoznajemy kolegę, potem dowiadujemy się także, że i „Reci wykorzystała dzienny przydział aresztowań”.

Kolejny dzień jak wieczność

Taka konferencja to prawdziwy maraton akcji ulicznych. Każda organizacja chce wykorzystać swój pobyt, by zrobić szum medialny wokół tematu, którym się zajmuje. W poniedziałek No Border. Tym razem wydaje się, że sytuacja choć na chwilę wymyka się spod kontroli władzy. „Akcja petarda. W końcu pełna satysfakcja : skosilim wielki balon spod ratusza i samba najlepsza”.

Get Adobe Flash player

Demonstracja podąża do Christianii. Wieczorem ma odbyć się tam przyjęcie, do udziału w którym zachęcała m.in. Naomi Klein i Tadzio Müller. Przed jedenastą wieczorem w niejasnych okolicznościach powstają barykady przy wjeździe na Christianię. Policja obrzucana jest kamieniami i butelkami z benzyną a aktywiści zbiorem inwektyw od mieszkańców Christiani, którzy nie życzą sobie zamieszek pod nosem. Oddziały policyjne szturmują wejścia, używając armatki wodnej i gazu łzawiącego. W tym czasie większość osób bawi się w środku. Oni także za chwilę poczują gaz. Na zabezpieczenie konferencji wydano przeszło 122 mln dolarów, trzeba więc pokazać kto tu rządzi! Christiania zamienia się bowiem w strefę wojny. Oddziały zatrzymują ludzi, przeszukują i zastraszają. Panuje chaos. Być może tylko głównodowodzący policji wie co się dzieje. Zosia pisze:” Cała Christiania otoczona przez psy. Impreza w namiocie, wokół gaz. Gdzieś zamieszki, ale nie wiadomo, gdzie i ile. My przebijamy się po bębny, wszędzie blokady(...) Spanie też zagrożone osiem suk wokół, ale bez działań”. Udało im się, nie zwinięto ich. Następny dzień był już spokojniejszy, ale pięć godzin grania w Sambie podczas akcji to nie przelewki. Nogi odpadają, wyczerpanie... Część wiary tego dnia wraca do Polski, choć trochę żałują, bo w środę zapowiada się dobra akcja - Reclaim Power!

Chcesz wiedzieć więcej co się dzieje w Kopenhadze? Sprawdź: www.indymedia.dk