Poznań: umorzenie w sprawie użycia paralizatora
Informacje - Krajowe
czwartek, 06 sierpnia 2015 14:32

Prokuratura chce warunkowego umorzenia sprawy policjanta, który raził prądem anarchistów podczas wykładu o gender. Bo "szkodliwość społeczna nie była znaczna".

Artykuł otwarty w ramach bezpłatnego limitu prenumeraty cyfrowej

W grudniu 2013 r. podczas wykładu na Uniwersytecie Ekonomicznym w Poznaniu ks. prof. Paweł Bortkiewicz mówił, że gender nie jest nauką, lecz ideologią prowadzącą do dewastacji człowieka i rodziny. Wykład zakłóciła grupa anarchistów. Komentowali głośno, klaskali, a jeden z nich - ubrany w złotą sukienkę - wskoczył na mównicę i tańczył wokół księdza.
Policjanci w cywilu, którzy siedzieli na widowni za zgodą rektora, chcieli usunąć anarchistów z sali. Doszło do szamotaniny. Na nagraniach z telefonów komórkowych widać mężczyznę, który przykłada coś do nogi anarchisty. Słychać trzask, widać błysk wyładowania elektrycznego. I tak kilka razy. Ktoś krzyczy: "Spie... z tym paralizatorem!". Mężczyzną z urządzeniem był policjant w cywilu, starszy aspirant Maciej K.

Funkcjonariusze, którzy interweniowali na uniwersytecie, nie mieli służbowych paralizatorów. Ale nawet gdyby tak było, to nie mieliby prawa ich użyć, bo anarchiści nie niszczyli mienia, nikogo nie atakowali, a jedynie - co widać na nagraniach - ganiali się z policjantami po sali wykładowej.

Tym bardziej niedopuszczalnie jest użycie prywatnego paralizatora. Policjantom nie wolno używać prywatnej broni, chyba że ich życie byłoby zagrożone. O takiej sytuacji podczas wykładu nie było mowy.

Policjant z paralizatorem przyjął zaskakującą linię obrony. Tłumaczył, że straszył anarchistów latarką, która imituje trzask wyładowania elektrycznego i świeci na niebiesko. Ale policjant nie pokazał tej "latarki", bo ponoć ją zgubił. Przełożeni mu uwierzyli. Funkcjonariusz dostał jedynie naganę za korzystanie z prywatnego sprzętu.

Anarchiści powiadomili o przestępstwie prokuraturę. Śledztwo trwało półtora roku, powołano biegłego. Opinia była jednoznaczna. To paralizator - trzy osoby zostały porażone prądem.

Dostał zarzuty

Dwa miesiące temu policjant Maciej K. dostał w prokuraturze zarzuty przekroczenia uprawnień i naruszenia nietykalności cielesnej trojga anarchistów. Grożą za to trzy lata więzienia. W przypadku prawomocnego skazania policjant automatycznie straciłby pracę.

Ale w tym momencie nastąpił niespodziewany zwrot. Dowiedzieliśmy się, że choć prokuratura postawiła policjantowi zarzuty, to wcale nie chce jego skazania. Zamiast aktu oskarżenia do sądu skierowano wniosek o... warunkowe umorzenie sprawy.

Prokuratura mogła skorzystać z takiej furtki, bo policjant nie był wcześniej karany, a przestępstwo nie jest zagrożone wysoką karą. Ale spełnione muszą być jeszcze dwa warunki. Po pierwsze, okoliczności czynu nie mogą budzić wątpliwości, tymczasem policjant nie przyznał się do winy, odmówił składania wyjaśnień, a wcześniej wypierał się posiadania paralizatora. Po drugie, szkodliwość społeczna czynu nie może być znaczna.

- Policjant przekracza uprawnienia, razi ludzi prywatnym paralizatorem i uznajecie, że nie jest to szkodliwe? - pytam Magdalenę Roman, szefową prokuratury w Pile, gdzie prowadzono śledztwo.

- Dokonaliśmy takiej oceny po przesłuchaniu drugiego policjanta. Wynika z niego, że sytuacja była dynamiczna, a zachowanie pokrzywdzonych prowokacyjne - odpowiada Roman.

- Policjant nie miał prawa nosić prywatnego paralizatora.

- Jego kolega wyjaśnił, że wielu funkcjonariuszy ma takie urządzenia. Zdarza się, że podczas interwencji muszą wejść na posesję, gdzie jest groźny pies. Paralizator służy im do obrony.

- Anarchiści nie atakowali policjantów.

- Dlatego nie twierdzimy, że można było ich razić prądem. Policjant złamał prawo i dostał zarzuty. Ale trzeba na sprawę spojrzeć kompleksowo. Tak ją oceniliśmy, ma pan prawo się z tym nie zgadzać.

Wyrozumiałość prokuratury wobec policjanta może mieć znaczenie dla jego przyszłości. Warunkowe umorzenie sprawy - w przeciwieństwie do skazania - nie oznacza bowiem automatycznego zwolnienia z pracy. Po postawieniu zarzutów szef poznańskiej policji zawiesił funkcjonariusza. Ale, jak się dowiadujemy, tylko na... miesiąc. Policjant znów pracuje.

- Policjant sięgnął po paralizator na uniwersytecie, a nie na posesji z groźnym psem. Paralizator był nielegalny i został nielegalnie użyty. Policja próbowała to zatuszować, mówiąc o jakiejś latarce. Jak w tej sytuacji pani prokurator może twierdzić, że nie było to szkodliwe społecznie? - pyta Katarzyna Czarnota z Federacji Anarchistycznej w Poznaniu. I dodaje: - Jeszcze bardziej szkodliwa jest postawa prokuratury. Opinia publiczna po raz kolejny dostaje sygnał, że łamanie prawa przez policjantów uchodzi bezkarnie.

Sąd może nie zgodzić się na warunkowe umorzenie sprawy. Terminu rozprawy jeszcze nie wyznaczono.


Źródło: http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,18383825,policjant-ktory-razil-anarchistow-paralizatorem-bez-kary.html