Poznań - drogie oczy popatrzą na biedne Jeżyce
Publicystyka - Krajowa
poniedziałek, 11 stycznia 2010 13:57
W jednym z zeszłotygodniowych wydań poznańskiej „Gazety Wyborczej” można było przeczytać o kolejnej inwestycji miasta mającej uczynić Poznań miastem nieskazitelnie czystym, bezpiecznym i przyjaznym tym, którzy posiadają, srogo karzącym tych, którzy grubego portfela się nie dorobili, a dorobili lub już niedługo dorobią się wyroku sądowego, żeby przypadkiem ich życie nie było zbyt przyjemne w tak bardzo nastawionym na pieniądz, nie ludzi, mieście. Wszystko za jedyne 3 miliony złotych. Z naszych kieszeni oczywiście.

Tym razem w artykule pt. „Nowoczesne oczy popatrzą na stare Jeżyce” autor pisze o zaplanowanej inwestycji instalacji 19 kamer monitoringu na poznańskich Jeżycach. Kamery mają być umieszczone w miejscach najbardziej „problematycznych”, tj. tych, gdzie najczęściej zdarzają się kradzieże. Pomysłodawcy powołują się na dane z innych miast i dzielnic, które mówią, iż kamery monitoringu wielokrotnie zwiększyły wykrywalność przestępstw, nawet pięciokrotnie. Do kosztów instalacji kamer dochodzą również pensje ich operatorów, którzy mają zarabiać po blisko 2000 zł. Cytowany Stanisław Gorzelańczyk z rady osiedla Jeżyce mówi o „bezrobotnych z wyboru”, którzy „piją dużo, włamują się, kradną i wymuszają pieniądze”, ma na myśli swoich sąsiadów z dzielnicy, którzy staną się niebawem pierwszym celem wymierzonych w nich elektronicznych oczu Wielkiego Brata dbającego o „bezpieczeństwo” „porządnych” obywateli.

O jakim bezpieczeństwie mowa? Mowa tu raczej o inwigilacji, bo tak powinno nazywać się ciągłe powiększanie ilości kamer monitoringu. Jak można mówić o bezpieczeństwie gdy największy nacisk w mieście kładzie się na powiększanie zysków, promowanie miasta i wyrzucanie jego biedniejszych mieszkańców poza margines godnego życia społecznego? O bezpieczeństwie można by było mówić, gdyby miasto bardziej skupiło się na aktywizacji środowisk dotkniętych ubóstwem, budownictwie komunalnym, pomocy bezrobotnym, a nie na ciągłym podwyższaniu kosztów życia w tym mieście, inwestowaniu w spektakularne, acz długofalowo nic nie znaczące inwestycje typu festiwal Rock in Rio, który z budżetu miasta pochłonie kilkadziesiąt milionów złotych. (O naszych zastrzeżeniach dotyczących budżetu miasta na rok 2010 pisaliśmy w oświadczeniu z grudnia 2009 http://www.rozbrat.org/informacje/poznan/615-oswiadczenie-w-sprawie-planowanego-na-rok-2010-budzetu-miasta-poznania).

W międzyczasie prezydent Poznania ofiarował swoim podwładnym nagrody w łącznej kwocie 400 tys. zł za ich bardzo ciężko wykonywaną pracę. Każdy z nagrodzonych dostał nagrodę od kilku do blisko 30 tysięcy złotych, najwyższa premia przypadła zastępcy prezydenta Tomaszowi Kayserowi, który nie narzeka na niskie zarobki, jednak taki zastrzyk gotówki na pewno przyda się, aby być może dołożyć do zakupu nowego drogiego samochodu, który może być łatwą ofiarą „bezrobotnych z wyboru” gdy tylko pan prezydent zaparkuje w niemonitorowanej okolicy zamieszkanej przez „rodziny patologiczne”. Skąd jednak wynika ta patologia?

Jeżyce to jedna z kilku starych dzielnic Poznania, której rewitalizacja nie polega na pomocy obecnym mieszkańcom tych dzielnic, lecz na gentryfikacji, czyli ciągłym wtłaczaniu w stare dzielnice inwestycji przeznaczonych tylko dla ludzi zamożnych, tudzież biznesu. Ciąg budynków z mieszkaniami z przydziału przy ul. Polnej przecinają nowo powstałe bloki, w których metr kwadratowy mieszkania kosztuje dobre kilka (jeśli nie więcej) tysięcy złotych. Znikają podwórka, ogródki, miejsca, gdzie społeczność lokalna miała szansę się integrować i normalnie rozwijać. Wychodzi więc na ulice. Włodarzom chyba najbardziej by pasowało gdyby ci ludzie nie wychodzili nigdy z domów, ich spacer do pośredniaka przecież nie ma sensu, ponieważ nie mogą oni tam liczyć na pomoc. Długotrwałe bezrobocie (trwające dłużej niż pół roku) powoduje bowiem popadanie w marazm i utratę nadziei, więc dlaczego ci „bezrobotni z wyboru” mieliby cieszyć się z tego, że powoli zabiera im się ich dzielnice, domy, mieszkania? Gdy okażą się „problematyczni” mogą w ogóle pożegnać się ze swoim miejscem zamieszkania i wylądować w luksusowej metalowej puszce zwanej „kontenerem socjalnym”. To i tak opcja dla tych posiadających więcej szczęścia. Ci, którzy szczęścia nie mają, poszukują go wszelkimi możliwymi metodami. Również kradzieżą. Często nie mając szansy godnie pracować – bo co to za godność gdy pracuje się za marne grosze dla kogoś, kto z upodobaniem łamie prawa pracownicze – wybierają bardziej ryzykowną drogę, ale całkowitym cynizmem byłoby nazwanie takiej drogi „łatwiejszą”. Konsekwencje takiego postępowania są chyba dla każdego oczywiste i taki wybór nie może należeć do prostych. Coraz częściej nawet lekkie wykroczenie skutkuje wyrokiem i to nie w zawieszeniu. Władza lokuje coraz większą ilość „nieprzystosowanych” w nowych miejscu zamieszkania: więzieniu, gdzie już każdy ruch jest ściśle nadzorowany.

W Wielkiej Brytanii, gdzie ilość kamer monitoringu jest największa w Europie, ilość przestępstw nie spadła, wzrosła natomiast ilość osób pociągniętych do odpowiedzialności karnej i w konsekwencji – ilość więźniów (w Wielkiej Brytanii za kratkami przebywa obecnie najwięcej osób w Unii Europejskiej). Kamery, według badań dotyczących Wielkiej Brytanii, nie posiadają w żadnym stopniu właściwości prewencyjnych. Ludzie przyzwyczajają się do nich i uczą się jak ich unikać. Kamery byłyby skuteczne tylko w momencie, gdy byłyby WSZĘDZIE, jednak to, miejmy nadzieję, nie jest na razie fizycznie możliwe. Gdyby taka wizja się spełniła, George Orwell przewrócił by się w grobie... Przestępczość pozostaje bo jej źródłem jest ekonomiczny i polityczny ucisk, uczy się tylko chować przed okiem kamery.

Mówi się więc o zwiększonej wykrywalności przestępstw, nie mówi się jednak, że kończą się miejsca w celach więziennych, tzw. „resocjalizacja” nie działa (i według naukowców zajmujących się systemem penitencjarnym nigdy nie działała!), a środki, które można było by przeznaczyć na aktywizację środowisk dotkniętych biedą przeznaczane są na budowanie kolejnych, coraz nowocześniejszych więzień oraz dozbrajanie i powiększanie służb policyjnych. Państwo przygotowuje się do przyjęcia za kraty coraz większej ilości osób, ponieważ jak widać nie ma zamiaru inwestować w społeczeństwo, lecz w siłę swojej represyjności. Nigdy nie miało takiego zamiaru. Gdy sytuacja wymyka się spod kontroli i rzesze bezrobotnych i niezadowolonych powiększają się, to co należy robić to ich zastraszyć. I temu właśnie służy również monitoring. Zaszczepianiu uczucia STRACHU w każdym momencie naszego życia, od niepewności ekonomicznej do strachu przed odpowiadaniem za działania, dzięki którym możemy przetrwać, a które nie zawsze są zgodne z prawem.

W końcu, zwiększona ilość kamer na ulicach najzwyczajniej łamie nasze prawo do wolności i prywatności. W erze Wielkiego Brata każdy z nas staje się potencjalnym przestępcą, nieważne czy jest to złodziej czy osoba, która za marne grosze rozkleja plakaty na koncert, czy ktoś, kto w niedozwolonym miejscu przekracza opustoszałą ulicę – na każdego znajdzie się odpowiedni paragraf. I tak koło historii się zamyka. W latach 30. XX wieku zagrożony upadkiem kapitalizm, obronił się dzięki wszelkiej maści totalitaryzmom. Obecnie pod maską „demokracji” i „porządku”, przy użyciu najnowocześniejszych technologii wprowadza te same, totalne metody zarządzania „ludzkim kapitałem”, jeżeliby posłużyć się tą chorą terminologią.

W krajach Zachodu monitoring często używany jest jako narzędzie walki z „terroryzmem”, powiększa się ilość nowoczesnych kamer posiadających funkcje rozpoznawania twarzy, powstają wielkie bazy danych ze zdjęciami wielu osób – nie tylko tzw. „groźnych terrorystów” - również niewygodnych działaczy politycznych, byłych więźniów itd. Tę funkcję monitoring spełnia znakomicie. Nie możemy się jednak łudzić, że w jakikolwiek sposób poprawia on poczucie bezpieczeństwa!

Dopóki będzie istnieć bieda, dopóki państwo będzie wydawać pieniądze na nic nieznaczące społecznie inwestycje przeznaczone dla bogatych, dopóki o wydatkach miasta nie będą decydować jego mieszkańcy, nie ma szans na poprawę bezpieczeństwa. Rzesze ludzi będą nadal sfrustrowane, niezadowolone i na pewno nie zamkną się swoich domach. Będą wychodzić na ulice, stając się postrachem dla tych, którzy posiadają.

/M./


Na podstawie:
1. http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36037,7427532,Sprawdz_gdzie_beda_kamery_monitoringu_na_Jezycach.html
2. http://poznan.gazeta.pl/poznan/1,36001,7430492,400_tys__zl_wydal_Grobelny_na_nagrody_dla_podwladnych.html
3. http://wiadomosci.onet.pl/1516386,2677,1,monitoring_nie_zwieksza_bezpi%20%20eczenstwa,kioskart.html
4. www.no-cctv.org.uk
5. www.surveillance-and-society.org
6. „The Oxford History of Prison. The Practice of Punishment in Western Society”, Norval Morris, David Rothman, Oxford University Press, 1998.