Budowanie abolicyjnego ruchu Queer i Trans
Publicystyka - Zagraniczna
niedziela, 04 czerwca 2017 14:04

W sobotę, 3 czerwca przez Warszawę przeszła Parada Równości. W związku z tym chciałybyśmy przytoczyć abolicjonistyczny tekst z perspektywy Queer.

Poniższy tekst jest fragmentem artykułu zatytułowanego „Budowanie abolicyjnego ruchu Queer i Trans za pomocą wszystkiego, co mamy” (“Building an Abolitionist Trans and Queer Movement with Everything We’ve Got”) napisanego przez Morgana Bassichisa, Alexandra Lee i Deana Spade, z książki Captive Genders.

Tekst znajduje się w ostatnim numerze biuletynu warszawskiego ACK. (Jesień 2016)




Budowanie abolicyjnego ruchu Queer i Trans


“Eric A. Stanley i Nat Smith zebrali głosy obecnych i byłych więźniów i więźniarek, aktywistek oraz akademiczek aby zaproponować nowe sposoby zrozumienia tego, w jaki sposób rasa, gender, sprawność i seksualność są przeżywane pod miażdżącym jarzmem uwięzienia. Poprzez politykę genderowego samostanowienia, ten zbiór pokazuje, że wyzwolenie trans i queerowe oraz obalenie systemu więziennego muszą iść ramię w ramię. Od buntu przeciwko policji i krytyki ustawodawstwa odnośnie zbrodni nienawiści, po więźniów i więźniarki domagające się dostępu do leków na HIV i wiele więcej, Captive Gender rzuca nam wszystkim wyzwanie, aby włączyć się w walkę".


Unikając pułapek, kończąc uwięzienie osób trans


Nawet w kontekście rosnących statystyk uwięzienia i upadających sieci wsparcia, ostatnia dekada przyniosła eksplozję w organizowaniu się i aktywizmie skierowanym przeciwko zniewoleniu oraz na rzecz ochrony społeczności transgenderowych i genederowo nienormatywnych. Poprzez głośne procesy, dokumentację mediów i organizacji zajmujących się prawami człowieka, konferencje i treningi, działania oddolne i wysiłki koalicyjne, więcej osób i organizacji niż kiedykolwiek przedtem jest świadomych dynamiki więziennej dotykającej osób trans. Ta praca co prawda również wpadła w pułapki „Nowego Ładu Światowego”, który opisujemy powyżej, ale też wygenerowała odważne nowe sposoby pracy na rzecz oporu i transformacji zgodnej z radykalnymi wartościami, które wyznajemy. To, co było niegdyś albo zupełnie niewidoczne, albo znacząco zmarginalizowane zarówno w agendach ruchów LGBT jak i ruchów antywięziennych, nabiera teraz coraz więcej znaczenia i widzialności. Widzimy w tym znakomitą okazję do podjęcia decyzji, z którymi spuściznami i praktykami chcemy dalej pracować. Nie chodzi o to, aby wytykać palcami i wskazywać, które działania są radykalne a które opresyjne, ale raczej o to, by budować na bazie wszystkich naszych wspólnych sukcesów, porażek i sprzeczności pracę, która zmieni społeczeństwo (i nas same), takie, jakim je znamy. Poniżej znajdziecie kilka pomocnych lekcji, które są zgodne z wymienionymi wyżej wartościami, i które powstały na potężnym przecięciu więziennej abolicji i sprawiedliwości genderowej.


1. Odmawiamy tworzenia podziału na ofiary „które zasłużyły” i te „które nie zasłużyły”


Chociaż rozumiemy, że osoby transgenderowe i osoby genderowo nienormatywne w więzieniach, aresztach i ośrodkach zamkniętych doświadczają wyjątkowych i często bardzo specyficznych form przemocy – włączając w to nadużycia seksualne, gwałt, zaniedbanie i dyskryminację medyczną, oraz oparte o transfobiczne normy upokorzenie – uważamy, że wszystkie osoby dotknięte przez przemysł więzienny są ofiarami głębokiej przemocy. Zamiast mówić, że osoby transgenderowe są „najbardziej” prześladowane w więzieniach, możemy mówić o różnych formach przemocy, których doświadczają osoby w ramach przemysłu więziennego i w jaki sposób te formy przemocy pomagają utrzymać zdroworozsądkowe status quo, które mówi, że ci „naprawdę źli ludzie” – „gwałciciele i gwałcicielki”, „mordercy i morderczynie” „molestujący i molestujące dzieci”, a obecnie w niektórych przypadkach „bigotki i bigoci” – zasługują na to, żeby być zamkniętymi. Starając się zrozumieć specyficzne uwarunkowania, które sprawiają, że niektóre społeczności doświadczają konkretnych form przemocy ze strony policji oraz w areszcie, możemy rozwinąć solidarność wokół wspólnych oraz odmiennych doświadczeń z tymi siłami i budować skuteczny opór, który sięga korzeni tych problemów. Budowanie argumentów wokół osób trans jako „niewinnych ofiar”, przy równoczesnym pokazywaniu pozostałych więźniów i więźniarek jako niebezpiecznych i zasługujących na zamknięcie, podkopuje wspólną strategię oporu, która widzi uwięzienie jako brutalną, niebezpieczną taktykę dla każdej osoby, której dotyka. Wiemy, że nacisk na ustawodawstwo przeciwko przestępstwom nienawiści jako rozwiązanie problemu przemocy anty-queerowej i anty-trans nigdy nie dotknie fundamentalnych przyczyn, dla których w ogóle jesteśmy narażone na przemoc, czy dla których homofobia i transfobia są promowane w naszych kulturach. Indywidualizowanie rozwiązań, takie jak ustawodawstwo przeciwko przestępstwom nienawiści, tworzy fałszywy podział na „sprawcę” i „ofiarę”, „złych” i „dobrych” ludzi, bez adresowania leżącego u podstaw systemowego problemu i często wzmacnia ten problem. W miejsce takiego zdroworozsądkowego podejścia proponujemy zrozumienie, że u podłoża przemocy w naszych kulturach leżą rasizm, przemoc państwa i kapitalizm, a nie pojedyncze bigotki i bigoci, czy nawet klawisze więzienni. Musimy przerwać ten krąg nastawiania wykorzystywanych osób przeciwko sobie.


2. Popieramy strategie, które osłabiają opresyjne instytucje, a nie takie, które je wzmacniają.


Możemy odpowiedzieć na kryzysy, z jakimi zmagają się nasze środowiska, równocześnie odmawiając długoterminowych kompromisów, które wzmocnią te same instytucje, które nas uciskają. W wyniku coraz większej świadomości okropnej przemocy, której doświadczają osoby trans i osoby genderowo nienormatywne w więzieniach, aresztach i ośrodkach zamkniętych, niektóre badaczki oraz adwokatki działające na rzecz praw więźniarek oraz osób trans i queer sugerują, że jedynym krótkoterminowym rozwiązaniem, które zapewni bezpieczeństwo osobom trans i i genderowo nienormatywnym, jest budowanie więzień i aresztów wyłącznie dla nich. Zwłaszcza w świetle niebezpiecznej popularności „wrażliwości na gender” zarówno wśród adwokatek jak i prawodawczyń, odrzucamy jakiekolwiek sugestie, które mówią, że należy rozwijać przemysł więzienny aby odpowiedzieć na istniejącą przemoc. Przekierowywanie jeszcze większych środków na budowę dowolnego typu więzień, zwiększa śmiertelny ucisk systemu więziennego wobec naszych społeczności. Wiemy, że jeśli je zbudują, z pewnością je zapełnią, a wydostanie osób trans z więzień jest jedynym sposobem na rozwiązanie problemów z bezpieczeństwem, których doświadczają transwięźniowie i transwięźniarki. Chcemy strategii, które ograniczą i docelowo wyeliminują liczbę osób i dolarów kierowanych do więzień, równocześnie dbając o niezwłoczne leczenie i zadośćuczynienie wobec indywidualnych osób uwięzionych.


3. Musimy zmienić eksploatującą dynamikę naszej pracy.


Kultura dominująca hiper-seksualizuje wiele opresjonowanych społeczności, używając tego zabiegu do pokazania ich jako zagrożenia, fetyszu bądź karykatury – transgenderowe kobiety, czarni mężczyźni, Azjatki i kobiety z wysp Pacyfiku, żeby wymienić tylko kilka z nich. Chociaż doceniamy dobre intencje stojące za próbami zwiększenia świadomości na temat traktowania osób transgenderowych i genderowo nienormatywnych w więzieniach, uważamy, że za dużo pracy wokół „publicznej edukacji” w tych tematach wykorzystuje seksualizację,podglądactwo, sensacjonizm i fetyszyzację, aby przebić się ze swoim przesłaniem. Mówiąc z grubsza, dużą uwagę poświęca się graficznym opisom ludzkich ciał (zwłaszcza ich genitaliów), przemocy seksualnej i upokorzeń, których osoby doświadczyły. Osoby uwięzione (które zazwyczaj są przedstawiane jako czarne) i osoby transgenderowe (które zazwaj są przedstawiane jako kolorowe kobiety trans) od dawna były celem wojerystycznych przedstawień – od filmów porno, które gloryfikują więzienny gwałt, po fetyszyzujące „prawa człowieka” badania, które są adresowane głównie do białej średnioklasowej publiczności. Jako osoby transgenderowe, których ciała często są pokazywane osobom nie-transgenderowym, czującym się w prawie nas kwestionować, pokazywać i dyskutować, wiemy, że ten trend jest niebezpieczny i może poważnie podważyć integralność naszej pracy i typy relacji, które możemy stworzyć. Dopóki nie zaadresujemy tej eksploatującej dynamiki władzy w naszej własnej pracy, nasze strategie i działania nawet z „najlepszymi intencjami” będą reprodukować więzienne normy transfobicznej, mizoginistycznej i rasistowskiej przemocy seksualnej. Badania, praca medialna i kulturalna oraz aktywizm w tym temacie muszą być odpowiedzialne wobec i skierowane do niezamożnych osób transgenderowych, osób transgenderowych ze społeczności kolorowych i naszej organizacji. najważniejszą i najpilniejszą kwestię ruchów LGBT, bez inwestowania w prawdziwy cel, jakim jest zakończenie rasizmu i kapitalizmu. Walka przeciwko uwięzieniu osób trans jest jednym z kluczowych miejsc, w których można zradykalizować politykę queer i trans, rozwinąć politykę antywięzienną i włączyć się do większego ruchu na rzecz rasowej, ekonomicznej, genderowej i społecznej sprawiedliwości oraz zakończenia wszystkich form militaryzacji, kryminalizacji i wojny. Więc uważacie, że jesteśmy niemożliwe? Zdajemy sobie sprawę z tego, że to o czym piszemy jest ciężkie. Nasze społeczności i ruchy walczą z wielkimi przeciwnościami i odziedziczyły dużo traumy, z którą nadal się zmagamy. Popularną i zrozumiałą odpowiedzią na te warunki jest przeciążenie, poczucie porażki, utrata nadziei. W takim emocjonalnym i politycznym klimacie, gdy aktywistki wołają o dużą zmianę, taką jak zniesienie więzień (lub, uwaga, agenda LGBT zogniskowana wokół zniesienia więzień), nasze żądania są nazywane „niemożliwymi”, albo „idealistycznymi” albo „dzielącymi”. Jako osoby trans słyszymy to od lat. W końcu, według naszego systemu prawnego, mediów, nauki i wielu naszych rodzin oraz religii, w ogóle nie powinnyśmy istnieć! Nasz sposób życia i autoekspresji łamie tak fundamentalne prawa, że systemy kruszą się u naszych stóp, zamykają przed nami swoje drzwi i usiłują nas wymazać. A jednak istniejemy, kontunujemy budowę i podtrzymywanie nowych sposobów postrzegania genderu, ciała, rodziny, pożądania, oporu i szczęścia, które nas karmi i stawia wyzwanie oczekiwaniom. W czasach, w których tysiące osób rocznie jest mordowanych w imię „demokracji”, miliony osób jest więzionych aby „chronić bezpieczeństwo publiczne”, a organizacje LGBT maszerują ramię w ramię z policją na Paradach Równości, bycie niemożliwą i niemożliwym jest być może najlepszą rzeczą, jaka może nam się przytrafić. Niemożliwość może być naszą jedyną możliwością.


4. Zakończenie uwięzienia osób trans widzimy jako część większej walki o zmianę.


Przemoc, której doświadczają osoby transgenderowe – zwłaszcza niezamożne osoby transgenderowe z kolorowych społeczności – w więzieniach, aresztach i ośrodkach zamkniętych, oraz cykl biedy i kryminalizacji, które doprowadzają tak wiele i wielu z nas do więzienia, są kluczowym miejscem pracy nad szeroko zakrojoną zmianą społeczną i polityczną. Nie ma możliwości, żeby osoby transgenderowe mogły być „bezpieczne” w więzieniach, dopóki istnieją same więzienia oraz, jak napisał dawno temu naukowiec Fred Morten, dopóki żyjemy w społeczeństwach, które w ogóle mogą mieć więzienia. Budowanie abolicyjnego ruchu trans i queer oznacza budowanie siły wśród osób, które doświadczają różnorodnych systemów opresji, aby móc sobie wyobrazić świat bez masowej dewastacji, przemocy i nierówności, które pojawiają się wewnątrz społeczności i pomiędzy nimi. Musimy oprzeć się pułapce rozdrabniania się na „sprawy” i „priorytety”, dla których poświęcamy szerszą polityczną wizję i ruch by móc reagować na bieżące kryzysy. Taka logika pozwala wielu białym lesbijkom i gejom z klasy średniej uważać małżeństwo za najważniejszą i najpilniejszą kwestię ruchów LGBT, bez inwestowania w prawdziwy cel, jakim jest zakończenie rasizmu i kapitalizmu. Walka  przeciwko uwięzieniu osób trans jest jednym z kluczowych miejsc, w których można   zradykalizować politykę queer i trans, rozwinąć politykę antywięzienną i włączyć się do większego  ruchu na rzecz rasowej, ekonomicznej, genderowej i społecznej sprawiedliwości oraz zakończenia wszystkich form militaryzacji, kryminalizacji i wojny.

Więc uważacie, że jesteśmy niemożliwe?

Zdajemy sobie sprawę z tego, że to o czym piszemy jest ciężkie. Nasze społeczności i ruchy walczą z wielkimi przeciwnościami i odziedziczyły dużo traumy, z którą nadal się zmagamy. Popularną i  zrozumiałą odpowiedzią na te warunki jest przeciążenie, poczucie porażki, utrata nadziei. W takim emocjonalnym i politycznym klimacie, gdy aktywistki wołają o dużą zmianę, taką jak zniesienie więzień (lub, uwaga, agenda LGBT zogniskowana wokół zniesienia więzień), nasze żądania są nazywane
„niemożliwymi”, albo „idealistycznymi” albo „dzielącymi”. Jako osoby trans słyszymy to od lat. W końcu, według naszego systemu prawnego, mediów, nauki i wielu naszych rodzin oraz religii, w ogóle nie powinnyśmy istnieć! Nasz sposób życia i autoekspresji łamie tak fundamentalne prawa, że systemy kruszą się u naszych stóp, zamykają przed nami swoje drzwi i usiłują nas wymazać. A jednak  istniejemy, kontunujemy budowę i podtrzymywanie nowych sposobów postrzegania genderu, ciała, rodziny, pożądania, oporu i szczęścia, które nas karmi i stawia wyzwanie oczekiwaniom. W czasach, w których tysiące osób rocznie jest mordowanych w imię „demokracji”, miliony osób jest więzionych aby „chronić bezpieczeństwo publiczne”, a organizacje LGBT maszerują ramię w ramię z policją na Paradach Równości, bycie niemożliwą i niemożliwym jest być może najlepszą rzeczą, jaka może nam się przytrafić. Niemożliwość może być naszą jedyną możliwością.

Jak by to było objąć raczej niż uciec od niemożliwości zarówno w naszym sposobie życia, jak i w naszych wizjach politycznych? Co by to oznaczało pożądać przyszłości, której nie możemy sobie nawet wyobrazić, ale o której mówi się nam, że nie mogłaby nigdy istnieć? W zniesieniu nadzoru państwa, więzień, aresztów, miejsc zatrzymań widzimy nie tylko wąską odpowiedź na „uwięzienie” i nadużycia, które mają miejsce w więzieniach, ale również odpowiedź na dyktat biedy, przemocy, rasizmu, alienacji i odłączenia, z którym mierzymy się każdego dnia. W abolicji nie chodzi jedynie o zamknięcie drzwi do przemocowych instytucji, ale również o budowanie i odbudowywanie instytucji, praktyk i relacji, które kultywują pełnię, samodeterminację i zmianę. Abolicja nie jest jakąś odległą przyszłością, ale czymś, co tworzymy w każdym momencie w którym mówimy „nie” pułapkom imperium, i „tak” karmiącym możliwościom, o których śniły i które praktykowały nasze przodkinie i przyjaciółki. Za każdym razem, gdy naciskamy na dostępną i afirmującą służbę zdrowia, bezpieczną i wartościową edukację, znaczące i bezpieczne zatrudnienie, pełne miłości i uzdrawiające relacje oraz bycie sobą w pełni i w całości, uprawiamy abolicję. Abolicja to znoszenie tego, co opresyjne i budowanie tego, co daje siłę. Abolicja to praktykowanie zmiany w tu i teraz i w zawsze potem. Być może zmierzenie się z tak poważnymi żądaniami będzie pobudką, której potrzebuje coraz bardziej senne środowisko LGBT. Nie odnajdziemy prawdziwego potencjału polityki qeer i trans w próbach wzmocnienia naszego wątłego prawa do życia przez podkopywanie czyjegoś. Jeśli nie jest to jeszcze oczywiste, jesteśmy w tym wszystkie i wszyscy razem. Żądać naszego dziedzictwa pięknej niemożliwości oznacza praktykować sposoby bycia razem i tworzenia ruchu, który podtrzymuje całe życie na tej planecie, bez wyjątków. To zacząć mówić o tym, do czego jeszcze nie wynaleziono słów, aby o tym marzyć.


„Więzienia są synonimem przemocy. Nawet jeśli zabiegamy o ich reformę, nasz wzrok z konieczności jest zwrócony ku ich zniesieniu.” – Emilie Rakete