Komentarz: Umiarkowanie uniewinniony w granicach prawa
Publicystyka - Krajowa
piątek, 15 października 2010 09:18
Dziś zapadł wyrok uniewinniający w procesie 38 osób oskarżonych, z art. 50 kw, tj. nierozejście się na wezwanie funkcjonariusza policji, czego dopuścić się mieli uczestnicy protestu 8 marca 2010 r. na terenie Międzynarodowych Targów Poznańskich.

Jako obwiniony w sprawie (czyli prawie winny), czułem się dość nieswojo wysłuchując, sentencji wyroku i tego słowa, które aż czasem trudno się wymawia „uniewinniony”. Anarchiście, nie często zdarza się usłyszeć takie słowo w sądzie, nie żeby się nad sobą rozczulał, traktuje to raczej jako logiczną konsekwencje antysystemowych przekonań. Na szczęście, ten mój swoisty dyskomfort psychiczny dość szybko zredukował sędzia, odczytując pełne uzasadnienie wyroku.
Pomimo braku obecności przedstawicieli prokuratury, sędzia dość logicznie wyjaśnił, z jakiego właściwego paragrafu obwinieni powinni odpowiadać. Nie wystarczy bowiem znać sentencje „Dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”, trzeba ją jeszcze umiejętnie i skutecznie wprowadzać w życie. Przyznam się, że nie zwróciłem uwagi, czy znajdujący się na sali funkcjonariusze policji, skrzętnie notowali, oby chociaż prokurator wnikliwie przeczytał uzasadnienie. Ostatecznie dobre rady jednego funkcjonariusza państwowego, względem powinności innego funkcjonariusza państwowego powinny być wnikliwie analizowane. Ze swej strony jako niepokorny anarchista, mogę zapewnić przedstawicieli prokuratury, że będę się starał, by mieli oni okazje wykorzystać owe dobre rady, choćby względem mojej skromnej osoby, jeszcze nie jeden raz.

Właściwie w tym miejscu nie powinienem się tak buńczucznie wypowiadać. Czy jestem bowiem w stanie zarzec się, iż nie dostosuje się do innych dobrych rad sędziego, tym razem skierowanych zdecydowanie w stronę obwinionych.

Sędzia wyraźnie wskazał legalistyczną drogę przygotowywania demonstracji. Powoływanie osoby organizatora, który zgłasza chęć organizacji demonstracji do właściwego organu miasta lub gminy. Organ ten udziela zgody na zgromadzenie, a jeśli tego nie uczyni, obywatel ma nawet prawo się od tej decyzji odwołać. Obywatel podążający tą legalistyczna ścieżką, może nawet domagać się od właściwych organów państwa ochrony, w postaci odpowiednio liczebnej grupy funkcjonariuszy policji. Policjanci ochronią wówczas obywatela, przed tymi wszystkimi złymi ludźmi, chcącymi zakłócić jego legalne zgromadzenie.

Niestety cóż może uczynić dobrotliwe państwo, gdy obywatele, tak jak to miało miejsce 8 marca br. nie zastosują się do przepisów zawartych w ustawie. Nic po za: pałowaniem, pałowaniem i jeszcze raz pałowaniem, niekoniecznie umiarkowanym, ale na pewno w granicach prawa. Pałowaniem zgodnym z ustawą o policji, do której w tym momencie pałowany obywatel nie może mieć żadnych pretensji.

Jeśli w momencie pisania tych słów, nie znam jeszcze relacji z procesu przedstawicieli burżuazyjnych mediów, to już na procesie zdawało mi się, iż dostrzegałem w mimice ich twarzy jakąś swoistą radość. Cóż bowiem jest dla konformistycznego mieszczucha bardziej radosne, niż długi wywód sędziowski, który sprowadza się do stwierdzenia, iż SYSTEM DZIAŁA PRAWIDŁOWO. Jak bowiem inaczej rozumieć ten wykład o legalizmie:

Drogi „młody człowieku”, działaj w zgodzie z przepisami, a szczęście i wszelkie pomyślności demokracji będą ci dane. Wybierz przywódcę, który za ciebie weźmie na swoje szefowskie, duszpasterskie czy też prezesowskie barki - odpowiedzialność za przebieg wcześniej zaplanowanego protestu. To on, ten wybraniec, zadba o to, by inny szef, urzędnik, prezydent miasta, słowem ustawowo do tego wyznaczony pryncypał, udzielił mu zgody na spokojne i demokratyczne demonstrowanie. Jeśli uzna to za konieczne zadba o obecność na zgromadzeniu stróżów demokracji i porządku – policjantów.

Nie daj się zwieść opowieścią o nieudzielaniu zgody na demonstrowanie. Wymysły o braku możliwości legalnego protestowania, pod konsulatem Federacji Rosyjskiej w związku z aktami barbarzyństwa tejże w Czeczenii, zakazy Marszy Równości, ściganie organizatorów protestów w obronie praw pracowniczych, czy wszelkie inne ograniczenia prawa do zgromadzeń – TO CZYSTEJ WODY KONFABULACJE!

Idąc dalej po ścieżce legalizmu przekonasz się „młody człowieku”, że również inne opowieści buńczucznych anarchistów można między bajki wsadzić. Na drodze prawa i porządku, przekonasz się, iż policjant, którego możesz spotkać na swej drodze, jest tam tylko dla twojego dobra. W Dzień Kobiet, jak i nie od święta, zawsze jest gotów służyć radą i pomocną dłonią. Nie uderzy cię nawet kwiatkiem, co najwyżej nakłoni dobrym słowem do zmiany pozycji z pionowej na poziomą. A jeśli nawet, coś w jego zachowaniu wyda się nieprawe, to czuwają nad twym dobrostanem inne właściwe organy państwa. Prokuratura, bez sądowego przymuszenia, wnikliwie zbada niegodne munduru zachowania, po czym zapewne surowo je ukaże. Tak właśnie w tym demokratycznym porządku, świat działa według dobrych i słusznych prawideł.

Jakże znamienne w tym sędziowskim wykładzie było zwrócenie uwagi na sam szczęśliwy, bo uniewinniający finał procesu. W końcu, jak zauważył sędzia „Gdyby to był rok 1981 to wszyscy siedzieliby już w więzieniu. Ale mamy demokrację i wolność wyrażania poglądów”.
Jakże istotne jest to, iż sędzia nie raczył posiłkując się historycznymi przykładami odnieś się do obecnie panujących zwyczajów w obrębie miłościwego przyznawania prawa do wolności wyrażania poglądów, ich miłościwego uciszania przez policyjne pałki, czy też miłościwie ścigającej wszelkie w tym policyjne łamanie prawa - prokuraturze.

Cóż jednak narzekać, kiedy zapewne dla konformistycznych mieszczan, samo uniewinnienie to i tak demokratyczny „dopust boży”. Cóż narzekać, gdy zapewne dla wielu legalistycznie nastawionych obywateli, brak wyroku skazującego, zostanie odebrany jako istny skandal. Nie zachowana została przecież tak z trudem wywalczona, prawna i zawsze skuteczna ścieżka, pozwalająca w majestacie i z uniżeniem wyrażać tym wszystkim niezadowolonym ich niezadowolenie. Mieszczańskie, demokratyczne i legalne tryby obracają się we właściwym kierunku.

W tej sytuacji JA - w retoryce medialnych i urzędniczych pomocników demokratycznego porządku - „młody człowiek”, powinienem czuć się winnym choćby tego podważania prawidłowego działania systemu. Nie dane mi jest cieszyć się przesadnie z uniewinnienia, bo to tylko takie uniewinnienie umiarkowane, w granicach prawa.

Łukasz Weber