Warszawa: kolejna rozprawa za demonstrację 11.11.2009 r.
Informacje - Krajowe
poniedziałek, 22 listopada 2010 00:00
15 listopada 2010 w Warszawie odbyła się druga rozprawa trójki antyfaszystów, napadniętych 11.11.2009 przez policyjnych tajniaków, a później oskarżonych przez tych samych o naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza i używanie w stosunku do nich wulgarnych słów. Do zdarzenia doszło niedaleko pomnika Dmowskiego, szczelnie ochranianego przez odziały prewencji, gdzie swój marsz kończyli faszyści z ONR-u.

Na rozprawie odbyło się przesłuchanie 38-letniego funkcjonariusza warszawskiej komendy z Wydziału Wywiadowczo – Patrolowego. Przesłuchiwany policjant (według słów oskarżenia kopany i uderzany podczas swojej interwencji przez cała trójkę aktywistów), występował w roli świadka. Przesłuchiwany miał problemy z przypomnieniem sobie całego zdarzenia, a na wszelkie szczegółowe pytania odpowiadał z agresją i wyraźnym podenerwowaniem – fakt ten zauważyła sama sędzina. Pomimo domniemanego pobicia, nie pamiętał szczególnie tego dnia, stwierdził jednak, że jego reakcja była na pewno prawidłowa, ponieważ „nigdy jeszcze nie zatrzymał niewinnego człowieka”. Funkcjonariusz Wydziału Wywiadowczo – Patrolowego kilkukrotnie zmieniał wersję nt. tego czy podczas zatrzymania posiadał pałkę i czy jej użył. Twierdził także, że podczas całego zatrzymania i przed nim miał na swoim cywilnym ubraniu wywieszoną odznakę policyjną. Nie potrafił wytłumaczyć, dlaczego będąc oddelegowany do zabezpieczenia akcji w cywilu afiszował się, że jest z policji i jaki sens miał, zatem jego cywilny strój, jeżeli cały czas posiadał zawieszoną na szyi policyjną odznakę. Nie potrafił także wytłumaczyć, dlaczego w piśmie przesłanym przez naczelnika sztabu KSP, który tego dnia odpowiadał za zabezpieczenie demonstracji faszystów z ONR, wyraźnie było napisane że „policjanci zabezpieczający akcję nie posiadali odznaczeń, że są funkcjonariuszami policji ze względu na charakter i specyfikę zadań”. Zapytany, dlaczego zatem, jeżeli twierdzi, że odznakę miał cały czas na wierzchu, na zdjęciach z zatrzymania antyfaszystów jej nie widać - stwierdził, że akurat schował odznakę za kurtkę – bo przeszkadzała mu ona podczas zakuwania na ziemi.

Po tegorocznych doświadczeniach 11.11 w Warszawie kolejny raz potwierdza się, że oskarżenie o naruszenie nietykalności policjanta jest celową taktyką stosowaną przez służby do zastraszenia aktywistów. Zarzut taki jest ciężki do podważenia – jeżeli nie posiada się żadnych nagrań z zatrzymania, ładnie wygląda medialnie i jest wspaniałym orężem zastraszenia reszty ruchu i uwikłania aktywistów w kosztowne procesy ciągnące się latami. Jako dowód takich działań policji można przywołać filmy, które obiegły największe stacje telewizyjne z zatrzymania jednego z antyfaszystów podczas blokady. Na filmach wyraźnie było widać, że nie może być mowy o żadnej napaści na funkcjonariusza. Policja natomiast od samego początku do końca twierdziła, że posiada bezsporne dowody na winę protestującego. Na początku przedstawiała mu zarzuty czynnej napaści na policjanta i przetrzymywała 45 godzin (!) w areszcie, aby na sam koniec oskarżyć go jedynie o wykroczenie! Dopiero pod naciskiem opinii publicznej i bezspornych faktów, które mógł zobaczyć każdy widz mainstreamowych mediów w końcu jednak wycofała się z tych wyssanych z palca oskarżeń.

Kolejna rozprawa odbędzie się w styczniu.

Bez sprawiedliwości nie będzie spokoju!