Kolejna rozprawa antyfaszystów w Warszawie
Informacje - Krajowe
poniedziałek, 14 marca 2011 23:02
15 marca 2011 w Warszawie odbyła się kolejna rozprawa trójki antyfaszystów, napadniętych 11.11.2009 przez policyjnych tajniaków, a później oskarżonych przez tych samych o naruszenie nietykalności cielesnej funkcjonariusza i używanie w stosunku do nich wulgarnych słów. Do zdarzenia doszło niedaleko pomnika Dmowskiego, szczelnie ochranianego przez odziały prewencji, gdzie swój marsz kończyli faszyści z ONR-u.

Rozprawa zaczęła się od przesłuchania fotoreportera, który 11 listopada 2009 na zlecenie jednej z agencji fotograficznych robił zdjęcia przemarszu faszystów. Potwierdził on wersję oskarżonych antyfaszystów, że tajniacy przystępując do akcji niedaleko pomnika Dmowskiego, w żaden sposób nie informowali o tym, że są funkcjonariuszami policji, a ich ubiór był niemal identyczny do tego jaki noszą nazi-skini. Był on przekonany, że to właśnie nacjonaliści zaatakowali kontr-demonstrantów. Funkcjonariusze nie mieli również wywieszonych odznak, do czego zobowiązują ich przepisy i dopiero gdy zaczęli zakuwać w kajdanki aktywistów zorientował się, że mogą ty być policjanci. Potwierdzeniem tych słów były zdjęcia zrobione przez niego podczas tego zatrzymania.

W tym dniu w charakterze świadka występował również drugi z funkcjonariuszy z Wydziału Wywiadowczo – Patrolowego , który tego dnia zatrzymywał antyfaszystów. Zeznał on, że to na polecenie swojego bezpośredniego przełożonego z patrolu postanowili wylegitymować „agresywnie zachowujących się antyfaszystów”. Nie potrafił wytłumaczyć dlaczego pomimo tego, że aktywiści nie popełnili żadnego przestępstwa, ich „wylegitymowanie” zakończyło się dla antyfaszystów poturbowaniem, zakuciem w kajdanki i nocą spędzoną w areszcie, a później postawieniem zarzutów.

Rozwinął także co miał na myśli poprzez „agresywne zachowanie” – były to po prostu antyfaszystowskie okrzyki, wznoszone przez kontr-demonstrantów w stronę ONRowców zbierających się pod pomnikiem ich idola. Ma to szczególne znaczenie, w świetle odpowiedzi na pytanie jakie zadał obrońca oskarżonych czy tego dnia, maszerujący nacjonaliści, których to marsz na całej długości ochraniał jego patrol, zachowywali się w agresywny sposób lub wznosili faszystowskie okrzyki. Policjant z rozbrajającą szczerością, bez chwili zastanowienia odpowiedział, że „to przecież byli ludzie, którzy czynią to na co dzień i zawsze tak robią”. Nie inaczej było tego dnia, policjant jednak nie wiedział, czy wobec osób, które wykonywały takie gesty na marszu policja podjęła jakiekolwiek działania. Wiedział on jedynie o zatrzymanych antyfaszystach, którzy tego dnia protestowali przeciwko marszowi.

Patrząc na działania policji, można odnieść nieodparte wrażenie, że ochraniający marsze faszystów funkcjonariusze doskonale wiedzą jakiego pokroju ludzi ochraniają. Nie interweniują jednak gdy osoby te epatują swoją totalitarną ideologią, wznoszą faszystowskie okrzyki a koncentrują się jedynie na „zabezpieczeniu legalnego marszu”. Wszelkie antyfaszystowskie działania (takie jak w tym przypadku: skandowanie antyfaszystowskich haseł) , są natomiast zwalczane z wielkim animuszem. Represje jakie spotykają działaczy/-czki antyfaszystowskie są niewspółmierne do tego jak traktowani są nacjonaliści, którzy promują swoją chorą, ksenofobiczną ideologię.

Na pytanie sędziny jak natomiast, racjonalnie może wytłumaczyć to, że na zdjęciach zrobionych w chwili zatrzymywania aktywistów jego partner, dowódca patrolu, nie ma widocznej odznaki nie potrafił udzielić żadnej odpowiedzi. Stwierdził jedynie, że „powinien ją mieć”. Również na pytanie czy przed dokonaniem czynności dał oskarżonym do zrozumienia, że jest z policji, odpowiedział, że „raczej zawsze mówimy, że jesteśmy z policji”.

Jako dowód na to, że bez legitymacji nie mogą przystąpić do służby podał fakt, że są zawsze skrupulatnie sprawdzani na odprawie. Z tego też powodu nie posiadał przy sobie broni – ponieważ, funkcjonariusze pełniący służbę po cywilnemu mogą mieć na swoim wyposażeniu jedynie: radiostację, legitymacją policyjną oraz gaz i kajdanki. Jest to o tyle ciekawe, że podczas zatrzymania antyfaszystów jego policyjny partner posiadał przy sobie pałkę teleskopową, którą zadawał ciosy aktywistom (jest sporządzona obdukcja). Jest to również interesująca informacja w kontekście ostatnich zajść w Katowicach, gdzie w pobliżu antyfaszystowskiej pikiety policyjny tajniak wymachiwał bronią palną i groził jej użyciem. Nie jest to zresztą pierwsza sytuacja gdy podczas interwencji na politycznych zgromadzeniach w rękach policyjnych tajniaków pojawia się broń palna.

Na koniec funkcjonariusz został zapytany przez sędzinę jak odniesie sie do faktu, iż w dzień zatrzymania zapisał w swoim służbowym notatniku, że zatrzymany antyfaszysta kopał jego kolegę po plecach, natomiast w notatce służbowej sporządzonej później odnotował, że kopał go jednak po nogach, z kolei przed sądem stwierdził, że widział jak oboje się szarpali. Powiedział: "wtedy po prostu wszystko zapisywaliśmy w pospiechu”…

Kolejnym przesłuchiwanym był pracownik policji, odpowiedzialny za zabezpieczenie materiałów wizualnych dotyczących sprawy (zarówno adekwatnych nagrań telewizyjnych jak i z ulicznych kamer CCTV). Gromadzone one były z uwagi na podejrzenie propagowania ustroju faszystowskiego przez nacjonalistów. Sprawa wszczęta przez samą policję została jednak umorzona. Przesłuchiwany policjant stwierdził najpierw, że zajął sie zabezpieczaniem nagrań z Placu na Rozdrożu (zdarzenie miało miejsce sporo dalej), gdyż takie dostał informacje. Po jakimś czasie, dotarł wreszcie pod właściwy adres. Tam znajdowała się kamera, która wisiała dokładnie nad miejscem, gdzie zostali zaatakowani przez policjantów w cywilu antyfaszyści. Nagrania z niej mogły być więc kluczowym dowodem oczyszczającym oskarżonych z zarzutów. Tam funkcjonariusz dowiedział się, że jest juz za późno, gdyż taśmy zostały po 2 tygodniach skasowane. Pytany czy jest pewien, że był pierwszym funkcjonariuszem, który próbował do nich dotrzeć, odpowiedział, że nie jest wykluczone iż nie, gdyż nad sprawą pracowało więcej wydziałów i że zabezpieczane było wszystko z 11.11.

Tak oto w jednym z niewielu przypadków, kiedy kamera CCTV mogła okazać się okiem przychylnym sprawiedliwości społecznej, szansa została zaprzepaszczona.

Ciężko nie odnieść wrażenia, że zawsze gdy na kamerach monitoringu miejskiego może znajdować się materiał świadczący na niekorzyść policjantów w dziwnych okolicznościach ginie on, jest przedwcześnie kasowany, albo kamery akurat tego dnia, w danym miejscu są wyłączone.

Kolejna rozprawa pod koniec maja. Trzymajcie rękę na pulsie.

Solidarność naszą bronią!